Wybierz region

Wybierz miasto

    Samolot, meteoryt albo przywidzenie

    Autor: Marcin KĄCKI

    2000-06-01, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    We wtorek w nocy nad Umultowem spadł prawdopodobnie model samolotu lub lotnia. Świadkiem zdarzenia była 14-letnia dziewczynka, która informowała o katastrofie lotniczej.

    We wtorek w nocy nad Umultowem spadł prawdopodobnie model samolotu lub lotnia. Świadkiem zdarzenia była 14-letnia dziewczynka, która informowała o katastrofie lotniczej. Po jej doniesieniu policja, śmigłowiec, straż pożarna i wojsko przez noc i dzień przeszukiwały miejsce ewentualnego upadku.



    We wtorek około godziny 21.10 w komisariacie Poznań-Północ odebrano zgłoszenie, iż nad umultowskimi osiedlami przeleciał mały dymiący samolot, który po chwili spadł na ziemię. Podjęto poszukiwania mimo, iż żadnego śladu po samolocie nie zarejestrował radar kontroli lotów na poznańskiej Ławicy.


    Gdzie ci świadkowie?
    14-letnia mieszkanka stała na tarasie swojego domu na poznańskim Umultowie, gdy nad jej głową na wysokości kilkudziesięciu metrów przelecieć miał mały samolot. Ze świstem spadł na ziemię kilometr dalej. Niedługo po tym wraz z rodziną dziewczynka wyjechała na pogrzeb. Opowiedziała jednak matce o zdarzeniu. - Jadąc samochodem zatrzymali się obok jakiegoś dozorcy budowy i matka wspomniała mu, że córka coś widziała. Dozorca zadzwonił i przyjęliśmy zgłoszenie - dowiedzieliśmy się od jednego z policjantów komisariatu Poznań-Piątkowo. Policja przyznaje, że informacja pochodziła z jednego źródła: dziewczynki. Przeszła jednak przez kilka ust. - Trwają czynności wyjaśniające skąd pochodziły informacje i ile osób mogło być rzeczywiście świadkami zdarzenia - mówił Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Ponoć nasi ludzie, gdy wysłaliśmy ich na sprawdzenie tego miejsca, rozmawiali z przechodniami, którzy słyszeli świst. Nikt jednak nie potrafił wskazać dokładnego miejsca - mówił Leszek Węckowski, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu.


    Gdzie ten samolot?
    Tuż przed godziną 22.00, na końcu ulicy Umultowskiej, gdzie miało być miejsce upadku samolotu pojawiła się policja i 6 jednostek straży pożarnej. Oświetlono staw. - Dlaczego w stawie? Przeszukujemy też okoliczny las i łąki, ale nie ma śladów. Podejrzewamy zatem, że wpadł do wody. Szukamy jakichkolwiek śladów samolotu - oznajmił dowodzący akcją Andrzej Karpowicz z PSP w Poznaniu. Przed północą dowieziono ponton. Włączono reflektory na brzegu, a strażacy z pontonu latarkami oświetlali taflę jeziora. Po kwadransie dali spokój. Poszukiwania postanowiono przenieść w okolice Radojewa. Policyjny helikopter z silnym reflektorem latał w jedną i drugą stronę, powodując zwolnienie tempa jazdy kierowców. - Szukają mordercy? Ktoś uciekł z więzienia? - pytali dziennikarzy gapie. - Nie, samolotu - odpowiadano. - To dlaczego na ziemi? - pytania wydawały się rozsądne. - Przeszukaliśmy hektary terenu. Około godziny 2.00 w nocy zaprzestano jednak penetracji. Wznowione zostaną na pewno nad ranem - relacjonował A. Borowiak. Może pod wodą? Około godziny 6.00 rano znów poszukiwano tajemniczej awionetki. Kilkudziesięciu strażaków, żołnierzy i policjantów w strugach deszczu dowieziono na Umultowo. Jeden z autobusów wypełnionych policjantami zderzył się na Piątkowie z nissanem. - Kierowca nissana wyprzedzał nieprawidłowo i uderzył czołowo w autobus. Zginął na miejscu. Żaden policjant nie doznał obrażeń - poinformował nas dyżurny wydziału ruchu drogowego KMP. Umultowo podzielono na sektory. Żołnierze zostali skierowani na północ, policja przeszukiwała tereny wokół stawów, a płetwonurkowie zeszli pod wodę. W pogotowiu była też straż pożarna. Cały czas padał deszcz. - Mimo naszych wysiłków nie odnaleziono żadnych szczątków samolotu. Należy jednak podkreślić, że musimy reagować na każdy sygnał o zauważonej katastrofie. Akcja zawieszona została przed południem - podsumował L. Węckowski. - Agencja Ruchu Lotniczego nie zarejestrowała takiego zdarzenia. Mówimy zatem o czymś, co oficjalnie nie miało miejsca. Także żaden radar lotnictwa cywilnego nie rejestrował takiego lotu - podsumował Marek Woś, rzecznik prasowy Portów Lotniczych PLL LOT . Marcin KĄCKI




    Radar nic nie widział
    Rozmowa z Andrzejem Majerowiczem
    kierownikiem zespołu ruchu lotniczego
    na poznańskiej Ławicy


    Czy wasze radary nie widziały tego samolotu?
    -- Nie zarejestrowaliśmy takiego zdarzenia. Gdyby była to mała awionetka, to jej właściciel powinien był poinformować nas, że zamierza wystartować. Nikt nas o takim locie nie informował.


    Czy ktoś mógł zatem lecieć bez pozwolenia, a radar go nie zauważył?
    - Mogło tak być. Awionetka i mniejsze jednostki powietrzne mają na tyle małe odbicie, że nasze radary nie są w stanie ich zauważyć na niskich wysokościach. My jednak kontrolujemy ruch dużych samolotów pasażerskich. Wojsko, o ile wiem, też jednak nic nie zauważyło.


    Co zatem mogło spaść nad Umultowem?
    - Mogła to być też motolotnia, której użytkowanie nie wymaga naszego pozwolenia. Może pilot miał awarię, lądował, spakował sprzęt i poszedł do domu. Jeżeli jednak świadek słyszał świst i huk, to nie wiem, co to mogło być. Wiemy jednak, że małe awionetki, które stoją na lotnisku Szczepankowo nie startowały we wtorek wieczorem.


    Ile to kosztowało?
    Straż pożarna
    - 40 osób
    -6 jednostek straży
    - płetwonurkowie
    - około 15 tysięcy złotych
    Policja
    - 12 policjantów KMP
    - 58 policjantów OŚP
    - śmigłowiec
    - zniszczony autobus
    - kosztów nie szacowano
    Pogotowie
    - jedna karetka reanimacyjna - 500 zł

    Sonda

    Letnich atrakcji w moim mieście jest...

    • jak na lekarstwo. (79%)
    • na tyle dużo, że często nie wiem co wybrać. (10%)
    • wystarczająco, ale mogłyby być ciekawsze. (10%)