Bez gazu na ul. Sobieralskiego musi sobie radzić połowa mieszkańców bloku. Dopływ przywrócono do kuchenek, jednak spółdzielnia nie zgadza się na użytkowanie tzw. junkersów w łazienkach. Czy rzeczywiście mogą stanowić zagrożenie - zbada ekspert w piątek.

Ponad 60 rodzin - mieszkańcy połowy bloku przy ul. Sobieralskiego 9 - od ponad miesiąca musi sobie radzić bez ciepłej wody. W całym pionie - w budynku są dwa - odłączone zostały "junkersy" do ogrzewania wody. Po apelach i interwencjach częściowo przywrócony został dopływ gazu do kuchenek. Aby się wykąpać, muszą wodę grzać w garnkach i przenosić do wanny.

- To trwa wieki - mówi Barbara Białopolska, jednak z mieszkanek budynku. - A przecież u nas są ludzie z dziećmi albo osoby starsze, niepełnosprawne. Jak ktoś, kto nie może chodzić bez balkonika, ma nosić garnki z gorącą wodą? Co będzie, jak się przewróci?

20 czerwca w jednym z mieszkań na parterze uruchomił się czujnik dwutlenku węgla. Jego podwyższone stężenie stwierdzono też w kilku innych mieszkaniach. Natychmiast dla bezpieczeństwa odłączono gaz. Kominiarz stwierdził, że mieszkania są niedostatecznie wentylowane.

Beata Dreger, rzecznik prasowy PGNiG w Poznaniu, wyjaśnia, że wówczas zakręcono główny zawór, ponieważ pojawiło się realne zagrożenie. Za całą instalację wewnątrz budynku odpowiada, jak mówi, zarządca i to on musi podjąć działania.

Gnieźnieńska Spółdzielnia Mieszkaniowa zaproponowała trzy rozwiązania, które pozwoliłyby korzystać z łazienek bez gazu: zainstalowanie elektrycznych bojlerów do ogrzewania wody, wywiercenie otworów, mających poprawić wentylację mieszkań lub dostarczanie ciepłej wody do kranów przez gnieźnieńskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej.

Na dodatkową wentylację - w postaci otworu w ścianie, prowadzącego z przedpokoju na korytarz - zgodziło się ledwie sześć rodzin. Pozostali lokatorzy uważają, że to nie jest bezpieczne i nie wierzą, że naprawdę rozwiąże problem.

- Jakby to było wywiercone do przewodu kominowego, to co innego, ale to jest na korytarz. Jest przeciąg, przez te kratki widać, co kto w mieszkaniu robi. Ktoś może coś tam wrzucić do środka - uważa Wiesław Andrzejewski, jeden z mieszkańców bloku.

Według spółdzielni używanie gazowych ogrzewaczy wody w mieszkaniach, które są aż za bardzo szczelne, może stanowić zagrożenie. Zdzisław Kujawa, prezes GSM, przyznaje, że chciałby, aby w miarę możliwości finansowych kolejne budynki przechodziły z nich na ciepłą wodę dostarczaną przez PEC, którego instalacje od dawna ogrzewają bloki na gnieźnieńskich osiedlach. Piecyków typu "junkers" są w nich nadal ponad 4 tysiące.

- To nie jest problem podłączenia gazu, to jest problem bezpieczeństwa - tłumaczy Z. Kujawa. - Nikt nie weźmie za to odpowiedzialności. Taki problem może się pojawić równie dobrze za miesiąc, za pół roku. Gdyby akurat nie zadziałała czujka, po jakimś czasie wszystko wróciłoby do normy, ale to samo mogłoby się stać w każdej chwili.

Mieszkańcy obawiają się, że ciepła woda z PEC-u okazałaby się droższa, niż gaz, a także jednorazowego wydatku na podłączenie instalacji. Budynek jest w tej chwili zadłużony. Prezes zaznacza, że spółdzielnia może pieniądze pożyczyć, by nie wzrosły drastycznie opłaty na fundusz remontowy. Zapewnia, że zależy mu na bezpieczeństwie mieszkańców.

Do apelu lokatorów z ul. Sobieralskiego, którzy muszą radzić sobie bez gazu, o ponowne podłączenie go przyłączył się miejski radny Arkadiusz Masłowski. Jego zdaniem otwór wentylacyjny między mieszkaniem a korytarzem nie jest bezpieczny dla lokatorów, ale też nie ma pewności, czy dziury wiercone w większej liczbie mieszkań nie naruszyłyby konstrukcji ścian.

Zdzisław Kujawa przekonuje, że nie mają racji mówiący, że to i tak nic nie da, bo jeśli jest napływ powietrza do korytarza, to płynie ono przez otwory w drzwiach też do łazienki, gdzie jest piecyk gazowy
.
Mieszkańcy domagają się od spółdzielni także tego, żeby dokładnie sprawdzone były wszystkie przewody kominowe i wentylacyjne. Barbara Białopolska i Wiesław Andrzejewski przyznają, że nie widzieli, aby kominiarze pojawiali się w bloku często lub żeby ktoś czyścił kominy.

2 sierpnia na zlecenie spółdzielni ma być przeprowadzona ekspertyza. Zapytaliśmy, czy sprawdzane będą też inne budynki. Trzy "wieżowce" przy ul. Sobieralskiego to jedne z największych budynków mieszkalnych w Gnieźnie. W blokach z wielkiej płyty mieszka prawie połowa gnieźnian. Zdzisław Kujawa przyznaje, że sprawdzany będzie jeszcze jeden pion. Po wynikach ekspertyzy - jeśli potwierdzą to, co stwierdzili kominiarze wynajęci przez spółdzielnię - znów będzie proponować rozwiązania mieszkańcom bloku. Jeśli wyniki będą inne - jak mówi prezes, pewnie pożegna się z firmą kominiarską, z którą dotąd współpracowała spółdzielnia.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!