"Chciałam dalej pracować w tym teamie" - rozmowa z Ewą Przybylską, dyrektorką CK eSTeDe w Gnieźnie

Paweł Brzeźniak
Paweł Brzeźniak
mat. nad.
Udostępnij:
Z Ewą Przybylską, dyrektorką Centrum Kultury eSTeDe w Gnieźnie, rozmawia Paweł Brzeźniak. W styczniu mijają dwa lata odkąd Ewa Przybylska pełni tę funkcję. Jak można podsumować ten czas i czym eSTeDe może nas zaskoczyć w przyszłości?

Z jakimi obawami przyjechała Pani do Gniezna?
- Przed podjęciem pracy nie bardzo miałam czas na obawy – od dnia kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się w ogóle o istnieniu eSTeDe w Gnieźnie i problemach związanych z przebudową siedziby ośrodka i przedstawiono mi ofertę zatrudnienia, do dnia podpisania umowy o pracę minęło 7 dni, w ciągu których musiałam szybko zorganizować zastępstwo w tych sprawach, którymi zajmowałam się do tej pory. A po podpisaniu umowy o pracę na obawy było już za późno. Ponieważ nie pochodzę z Gniezna i nie mieszkałam w Gnieźnie, to zupełnie (nawet ze słyszenia) nie znałam środowiska, w którym miałam zacząć pracę. Podkreślam, że do dnia w którym zaczęłam pracę w eSTeDe, z całego Gniezna znałam prywatnie tylko dwie osoby, które to osoby zresztą nie mają nic wspólnego z Powiatem, Starostwem czy organizowaniem kultury w Gnieźnie. Wydaje się, że zawsze kiedy wchodzi się w nowe środowisko, pojawia się zwyczajna ludzka obawa – jacy będą ludzie z którymi przyjdzie mi współpracować i takie myśli też mnie nachodziły – na szczęście trafiłam na ludzi serdecznych i otwartych. Niezależnie od powyższego, obawiałam się również, że nie zdołam dopasować się do kultury organizacyjnej Powiatu czy Starostwa i oczywiście samego eSTeDe – w gruncie rzeczy niektóre rozwiązania organizacyjne potrafią mnie zaskoczyć jeszcze dziś. Niemniej jednak – pracowałam do tej pory w różnych środowiskach, w tym w administracji publicznej – samorządowej i rządowej i zdążyłam się zżyć z podstawowymi mechanizmami ich działania, także z tym najtrudniejszymi takimi jak finanse publiczne czy zamówienia publiczne – więc byłam pełna optymizmu. Właściwie ani przez chwilę nie dopuszczałam do siebie myśli, że moja misja zakończenia budowy może się zakończyć fiaskiem.

Nie dość, że pojawiła się Pani w nowym środowisku, to jeszcze nie miała Pani zawodowo żadnego związku z kulturą – chyba, że się mylę. Część osób myślała, że skoro jest Pani ekspertką od spraw budowlanych, to pojawiła się Pani „na chwilę”, aby dokończyć remont ośrodka – co Panią skłoniło do pracy w Gnieźnie?
- Nie, faktycznie zawodowo do tej pory nie zajmowałam się kulturą, w sensie organizowania wydarzeń kulturalnych i zajęć kulturalnych i faktycznie początkowo też myślałam, że będę pracować w Gnieźnie tylko przez chwilę tj. przez osiem miesięcy. Zaznaczam, że nie podjęłabym się funkcji dyrektora placówki kulturalnej, gdybym miała od samego początku jednocześnie odpowiadać i za realizację inwestycji i za pracę Centrum Kultury w pełnym spektrum jego działalności – bo nie miałam wszakże zupełnie żadnego doświadczenia w pracy ośrodka kultury. Jednak ze względu na brak siedziby, na przełomie 2019 i 2020 roku eSTeDe działało w znacznie ograniczonym zakresie i w znacznie okrojonym składzie osobowym, co pozwoliło mi na powolne i systematyczne zapoznawanie się ze specyfiką pracy w branży kulturalnej Wiadomo było, że ta sytuacja się nie zmieni, dopóki przebudowa siedziby się nie zakończy. Była to dla mnie (i chyba jedyne dla mnie) okoliczność korzystna, albowiem do chwili zakończenia realizacji inwestycji, największym zadaniem dyrektora tej placówki nie miało być prowadzenie działalności kulturalnej, a sprawne zakończenie budowy. Takie zadanie postawił przede mną Zarząd Powiatu i takiego zadania ja się go podjęłam – umówiwszy się początkowo, że będę pracować w eSTeDe do końca sierpnia 2020 roku. Początkowo wydawało mi się, że tyle czasu wystarczy na wprowadzenie tej budowy na właściwe tory. Jednak od stycznia 2020 roku do sierpnia 2020 roku wyszło na jaw tyle przeróżnych okoliczności związanych z tą budową, że zakończenie pracy w sierpniu i odejście z powrotem do swoich spraw, byłoby nie fair względem eSTeDe. Miałam do wyjaśnienia i rozwiązania jeszcze wiele kwestii – w tym np. kwestie rozliczeń z podwykonawcami, którzy pracowali na poprzednim etapie robót w 2018 roku, a do sierpnia 2020 roku nie otrzymali wynagrodzenia za wykonaną pracę i wiele innych. W sierpniu 2020 Zarząd Powiatu i ja zmierzyliśmy się z pytaniem – czy zostaję, czy odchodzę. Ja chciałam zostać, przynajmniej jeszcze przez jakiś, określony czas i Zarząd się na to zgodził, działając w oparciu o przepisy ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Co najważniejsze – w tym czasie wiedziałam już, że w eSTeDe pracują cudowni ludzie, niezwykle oddani kulturze i najzwyczajniej w świecie chciałam dalej pracować w tym teamie. Jest coś niezwykłego w pracy w kulturze, jakaś nieuchwytna radość wynikająca z zajmowania się dobrymi rzeczami, jakaś – nie bójmy się wielkich słów – jakaś Misja. Każda z osób pracujących w eSTeDe ma w sobie coś z twórcy, właściwie przepraszam – każda z osób z eSTeDe JEST twórcą i często powtarzam, że chyba tylko ja nie mam żadnych uzdolnień artystycznych. Z tego względu zajmuję się w eSTeDe sprawami zupełnie przyziemnymi, które jednak w każdej organizacji są niezbędne do załatwienia. Czasami żartuję sobie, że to właśnie ta konieczność – załatwiania spraw przyziemnych w eSTeDe zatrzymała mnie w Gnieźnie.

Czy przez te dwa lata pojawiła się w Pani głowie myśl „Na co mi to było? Po co ja tu przyjechałam? – czy miała Pani wątpliwości?
- Właściwie nie. Każdego dnia, przyjeżdżając do eSTeDe, mam konkretne zadania do wykonania i staram się pozałatwiać wszystkie sprawy, nie pozwalając sobie na wątpliwości co do ich sensu. Na początku pracy prawie całą moją uwagę pochłaniała budowa. Nie pochodzę z Gniezna i nie miałam wyobrażenia jak to miejsce wyglądało przed przebudową, nie miałam więc żadnego emocjonalnego nastawienia do tego budynku. Pierwsze wzruszenie odczułam dopiero, kiedy obiekt był już oddany do użytkowania i przypadkowo odwiedziłam orkiestrę dętą podczas próby. Zobaczyłam wówczas autentyczną radość – widziałam, jak muzycy cieszyli się z nowej Sali – dopiero wtedy zrozumiałam, że cały ten zbiorowy wysiłek dokończenia rozpoczętej inwestycji miał ogromne znaczenie dla lokalnej społeczności i że jest sporo osób, które naprawdę czekały na odnowiony budynek eSTeDe. W konsekwencji eSTeDe stało się dla mnie ważnym miejscem rozumianym nie tylko jako budynek, ale jako prawdziwe Centrum.

Co może Pani powiedzieć o zadaniu, jakim była kompletna przebudowa eSTeDe? Ogrom rzeczy do poprawek był podobno przerażający. Jaka była skala trudności w odniesieniu do Pani doświadczeń?
- Jakkolwiek by to zabrzmiało – nie była to najtrudniejsza inwestycja, za jaką odpowiadałam – miałam w swoim życiu zawodowym do czynienia z inwestycją jeszcze trudniejszą, a tym razem było o tyle łatwiej, że Zarząd Powiatu pomagał. Warto w tym kontekście wspomnieć, że Zarząd Powiatu był dla mnie ogromnym wsparciem i nie mówię tu o finansowaniu – bo to rzecz oczywista, że bez odważnych decyzji Zarządu ta inwestycja w ogóle nie mogłaby zostać zakończona, lecz mówię o tym – jakże ważnym – pozytywnym podejściu. W trakcie realizacji wyszło na jaw wiele nieścisłości projektowych, wiele założeń poczynionych na etapie planowania inwestycji czyli w 2017 i 2018 roku, okazało się niewykonalnych i trzeba było założenia zmieniać i dopasowywać do rzeczywistości. W takich sytuacjach Zarząd skupiał się na faktycznie na zagadnieniach merytorycznych i finansowych nie bacząc na względy marketingowe, czy nawet polityczne. Natomiast co do ilości poprawek budowlanych – rzeczywiście było ich dużo, ale tutaj największą rolę odgrywali inżynierowie budownictwa, bo to według ich zaleceń budowa musiała być realizowana – miałam zaufanie do współpracujących z nami inżynierów i w ten sposób, razem udało nam się ilość poprawek ograniczyć do absolutnego minimum. Nadmieniam, że gdyby to ode mnie zależało - wiele rzeczy zostałoby zrealizowanych w całkiem inny sposób – lecz inwestycja była już tak zaawansowana, że dokonywanie kolejnych zmian i realizacja moich pomysłów pociągałoby za sobą dodatkowe zwiększenie kosztów, a więc z żalem – ale musiałam zrezygnować ze swoich pomysłów. Być może niektóre rzeczy uda się zrealizować w przyszłych latach.

Z czego jest Pani zadowolona z perspektywy tych dwóch lat, a co uznaje Pani za swoją porażkę czy też niepowodzenie?
- Naturalnie najbardziej zadowolona jestem z tego, że przebudowa budynku została zakończona i eSTede wróciło do swojej siedziby. Zadowolona jestem też z tego, że magia eSTeDe powoli się odradza. Cieszę się kiedy widzę, że to miejsce żyje, jest otwarte nie tylko w sensie fizycznym, ale panuje w nim atmosfera przyjemnego spotkania. Jest w tym coś budującego, kiedy uczestnicy wydarzeń kulturalnych czy uczestnicy sekcji przychodzą do nas i dzielą się z nami swoimi pomysłami, chcą je organizować wspólnie z nami, czy zwyczajnie pomagać. To dla mnie sygnał, że eSTeDe i to zarówno pracownicy jak i nasi uczestnicy, to swego rodzaju społeczność, społeczność skupiona wokół szeroko rozumianej kultury. Oczywiście największym naszym zmartwieniem i przeszkodą są obostrzenia związane z pandemią. Przecież całkiem inaczej wyglądałaby działalność naszego Centrum gdybyśmy nie byli skrępowani ograniczeniami covidowymi, choćby poprzez ilość osób które możemy zaprosić do nas na jedno wydarzenie. Zdecydowanie reaktywacja Centrum Kultury w warunkach pandemicznych to zadanie karkołomne i na tym polu odnotowuję pewne niepowodzenia, ale nie chcę o nich zbyt szeroko rozprawiać – bo być może do pewnych pomysłów uda się wrócić z powodzeniem.

Czy cykl spotkań ze znanymi i lubianymi mieszkańcami naszego powiatu będzie kontynuowany?
- Będzie. Po pierwszym spotkaniu, po spotkaniu z doktorem Fludrem, zdaliśmy sobie sprawę, że w Gnieźnie żyje wiele osób, które mogą opowiedzieć naszym mieszkańcom bardzo ciekawe historie, nie tylko o swoim życiu i komplementarnie – jest też wiele osób, które takich historii chcą słuchać, aktywnie słuchać. Bardzo szybko pojawiły się u nas pomysły na nowe spotkania. Niezależnie od tego po spotkaniach przychodzili do nas słuchacze i sami proponowali tematy kolejnych spotkań – tak więc tematów nam nie zabraknie. Serdecznie zapraszamy do śledzenia cyklu.

Jaka jest Pani wizja funkcjonowania eSTeDe na kolejne lata?
- Widzę eSTeDe jako faktyczne Centrum Kultury to znaczy miejsce spotkań wokół kultury. Nie przewiduję działania eSTeDe jako konkurencji wobec istniejących domów kultury – wydaje mi się, że akurat w działalności kulturalnej nie chodzi o konkurencję, działalność kulturalna rządzi się wszak innymi prawami niż wolny rynek. Właściwą przestrzenią dla działalności eSTeDe jest współpraca i to zarówno z innymi ośrodkami kultury, jak i z innymi organizacjami, a już najbardziej rozwijającą formą współpracy byłaby współpraca międzynarodowa, międzykulturowa. Wiadomo, że poznanie rodzi zrozumienie – stąd prezentowanie w naszym Centrum dorobku innych kultur, prezentowanie nowych ujęć i świeżych spojrzeń na naszą rzeczywistość będzie swego rodzaju będzie naszym wkładem w łagodzenie napięć społecznych i wyznaczanie nowych horyzontów. A wszakże właśnie odkrywanie nowych dróg, wrażeń i emocji w całokształcie duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa jest sensem istnienia ośrodków kultury.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie