Historia Dziekanki. Kazimierz Wize: geniusz i zapomniany przyjaciel Boznańskiej

Jarosław Mikołajczyk - Muzealny Detektyw w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie
Spore zainteresowanie artykułem opowiadającym o profesorze Ludwiku Ćwiklińskim sprawiło, że Muzealny Detektyw przypomina kolejnego wybitnego gnieźnianina związanego ze światem nauki. Doktor Kazimierz Franciszek Wize. Geniusz i zapomniany przyjaciel Boznańskiej. Zrównany z ziemią... Przypomnienie to nie przyniesie chluby tym, którzy o historię dbać powinni...

W tym przypadku, jeszcze przed koronawirusem, „doktor Wize” został przypomniany przez związanego z Interaktywnym Muzeum Gniezna publicystę - Dawida Junga podczas „Wielkiej i małej literatury Gniezna. I Całorocznego Festiwalu Literatury Gnieźnieńskiej”. Doktora wspominano także podczas niedawnego jubileuszu Szpitala Wojewódzkiego Dziekanka. Zapowiadano wówczas ekshumację jego zwłok.

O przyczynku do takiego działania napiszemy jednak później. Kazimierz Franciszek Wize, bo to o nim dziś mowa, nazywany ostatnim wielkim polihistorem w Wielkopolsce to bohater kilku dziedzin nauki od: entomologii, przez filozofię do psychiatrii. której poświęcił większość zawodowego życia. Jeszcze niedawno kompletnie zapomniany w Gnieźnie lekarz, był także znawcą, kolekcjonerem i donatorem sztuki, poetą i tłumaczem. Dziś z jego mogiły zniknął kamień nagrobny, zrównano ją z ziemią i pokryto kostką polbrukową. Bardzo to wymowne, a jednocześnie potwierdza jedynie zaniechanie pamięci.

- Wize – zapomniana postać. Zapomniana w Poznaniu. Zapomniana w Gnieźnie... Uważam, że w Gnieźnie Wize powinien mieć swój plac lub ulicę, bo jeśli nie on, to kto? Jest to osoba, która de facto połowę życia poświęciła Gnieznu, mieszkańcom Gniezna

- powiedział dr Krzysztof Prętki, współautor monografii „Doktor Kazimierz Filip Wize (1873-1953). Zarys biografii intelektualnej”
W dzisiejszym artykule wspartym przez Dawida Junga, pragniemy przypomnieć osobę, z której gnieźnianie mogą być dumni, której słowa i dokonania do dziś są cytowane jako pionierskie nie tylko w psychiatrii czy mikrobiologii, a której grobu od 2004 roku trudno by szukać.

Z wielkopolskim etosem w świat nauki

Urodził się niedaleko Nowego Tomyśla, jego ojciec Filip Wize dzierżawca majątków był typowym dla tamtych czasów wielkopolskim organicznikiem. Spadkobiercą myśli generała Dezyderego Chłapowskiego. Dobrym nowoczesnym gospodarzem i zarządcą. Po śmierci brata Filip Wize zarządzał między innymi liczącą wówczas 36 domów i blisko 420 mieszkańców wsią Pakosław, która należała do Emilii Sczanieckiej. Tutaj mieścił się pałac tej wybitnej Wielkopolanki.

Emilia Sczaniecka działaczka narodowa i społeczna, wsławiła się nie tylko organizując pomoc medyczną podczas Powstania Listopadowego - wyjechała wówczas do Warszawy, ale także jako filantropka i inicjatorka działań narodowych i feministycznych w zaborze pruskim. W tamtym czasie i w rozumieniu Sczanieckiej te dwa nurty nie tylko się ze sobą nie sprzeczały, ale były połączone.

To właśnie Emilia Sczaniecka tworzyła pierwsze Stowarzyszenie Kobiet w Wielkopolsce oraz Pomocy naukowej dla ubogich dziewcząt w Poznańskiem i Prusach Zachodnich. To właśnie wpływ tej niezwykłej kobiety, która w Pakosławiu ukrywała emisariuszy i wielu działaczy ściganych przez władze pruskie, ale też przykładała ogromną wagę do edukacji, kształtował pośrednio Kazimierza. Długie rozmowy Filipa Wize i jego żony Emilii z Rakowskich z Emilią Sczaniecką zaowocowały tym, że choć w domu państwa Wizów było siedmioro dzieci, dbali oni o ich wykształcenie. Choć do historii przeszedł przede wszystkim opisywany przez nas Kazimierz Filip Wize, wykształcenie odebrały też jego siostry i bracia. To między innymi tradycje rodziny męża jednej z nich Emilii z Wizów Watta Karczewskiej zaprowadziły naszego bohatera do Kowanówka. Tu zetknął się w praktyce z psychiatrią, przejmując po zmarłym szwagrze Adamie Watta Karczewskim ośrodek psychiatryczny w Kowanówku. To jednak dopiero dalsza historia.

Kazimierz Filip zainteresował się medycyną wcześniej i tu jak głoszą rodzinne podania wpływ sędziwej już Sczanieckiej. Gimnazjum ukończył z maturą w 1893 roku, uczęszczając do nazywanego przez Niemców „Marien Gymnasium” - Gimnazjum im. Marii Magdaleny w Poznaniu. To elitarne i w swoim duchu polskie gimnazjum kształciło większość organiczników i znamienitych Wielkopolan. To podłoże jakim była niezwykła mentalność Wielkopolan w zaborze pruskim, ogromny nacisk ziemiaństwa na solidną edukację, traktowanie wiedzy i umiejętności jako istotny przejaw patriotyzmu, przygotowały Kazimierza Filipa to wejścia w wielki świat.

Studiował medycynę na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie (w latach 1893–1894), Uniwersytecie Wrocławskim (w latach 1894–1895), oraz na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium i tu zdał w 1899 roku egzamin państwowy. Studiował także na Uniwersytecie w Lipsku. Tutaj w 1899 roku, obronił rigorosum czyli dawną formę ustnego egzaminu doktorskiego. W marcu 1899, po przedstawieniu rozprawy doktorskiej, został doktorem medycyny. Swoją wiedzę z zakresu mikrobiologii doskonalił w młodym wówczas Instytucie Pasteura w Paryżu pod okiem kolejnego wybitnego Wielkopolanina i naukowca Jana Danysza - pioniera serologii, mikrobiologii przy tym filozofa i miłośnika sztuki. Prawdopodobnie dzięki Danyszowi poznał pierwszych artystów. Choć jego kontakty ze światem artystycznym i przyjaźnie z wieloma wybitnymi twórcami to przede wszystkim okres monachijski. O czym później. Jest jeszcze Lipsk - najwybitniejszy ośrodek kantystów.

Lekarz, mikrobiolog, bakteriolog już wówczas także specjalizujący się życiu motyli, powoli wchodzi w świat etyki i estetyki oraz sztuki, w Lipsku studiuje Kanta. To chyba właśnie rozprawa doktorska o Teorii piękna w przyszłości uczyni z Wizego także pionierem filozofii medycyny i stanie się jednym z filarów Poznańskiej Myśli Filozofii Medycyny obok Heliodora Święcickiego.

Wydaje się, że w artykule popularyzatorskim nie ma miejsca na wymienianie wszelkich dzieł naukowych ogłoszonych przez Wizego. Warto jednak zwrócić uwagę na ich rozpiętość dyscyplinarną i tematyczną. Od prac i artykułów dotyczących filozofii Kanta, przez „Motyle okolic Jeżewa: przyczynek do fauny wielkopolskiej”, czy „Przykład symbiozy literackiej wśród psychicznie chorych”. Słusznie więc Dawid Jung mówi o Kazimierzu Filipie Wize, że jest polihistorem. Można także powiedzieć: człowiek renesansu, gdyby dodać jeszcze do tego jego całkiem udane próby poetyckie i znaczące przekłady Heinego i Émile Verhaeren...W dziedzinie nauki przyjaźnił się i korespondował z Marią Curie - Skłodowską. Leonardem Porównanie z Da Vinci byłoby pewnie gdyby jeszcze sam umiał pięknie malować. W tej dziedzinie wsławił się jednak raczej jako donator i kolekcjoner sztuki.

Z miłości do Olgi Boznańskiej?

Czy przeciętny Polak zna się na sztuce? Pewnie nie. Gdybyśmy jednak poprosili o wymienienie kilku polskich malarzy to zapewne po Matejce, Wyspiańskim i Malczewskim lub równolegle często pojawiłoby się nazwisko Boznańska.
Olga Boznańska można rzec celebrytka Paryża i Monachium, w swoich czasach, obiekt westchnień wielu artystów i naukowców. Jej obrazy kupowali monarchowie i przedstawiciele rządów. Wystawiała z Claude’em Monetem i Augustem Renoirem i wieloma innymi. Była po prostu pierwszą damą europejskiego malarstwa. Przyjaźniła się z doktorem Wize. Ta zażyłość i przyjaźń jak mówili przyjaciele Wizego u doktora rozbudziła uczucie i nadzieje. Liczne listy choć często pisali do siebie o sztuce, poświadczają domysły o miłości Kazimierza do Olgi. Artystka po zerwanym narzeczeństwie z malarzem Józefem Czajkowskim pozostała jednak panną do śmierci, tak jak doktor kawalerem.

Boznańska ofiarowała co najmniej kilka swoich obrazów doktorowi Wize. Wiemy o dwóch portretach gnieźnieńskiego lekarza. Jeden z nich zachował się i znajduje się w Muzeum Narodowym. Kilka innych obrazów, które Wize przekazał Muzeum Narodowemu w Poznaniu, możemy zobaczyć do dziś w stolicy Wielkopolski. Szeroką wiedzę na temat jego miłości do sztuki i przyjaźni z artystami uzyskujemy z pracy Pawła Ignaczaka „Kazimierz Filip Wize jako kolekcjoner sztuki i przyjaciel artystów”. Dużo miejsca poświęca się temu zagadnieniu także, w pracy „Doktor Kazimierz Filip Wize 1873-1953: zarys biografii intelektualnej” - pod redakcją Michała Musielaka.

Wiemy bez wątpliwości, że obok przyjaciółki Olgi Boznańskiej Wize spotykał się choćby z Ludwikiem Pugetem, którego rzeźbę przedstawiającą Boznańską posiadał w swojej bogatej kolekcji. Prawdopodobnym jest, że otrzymał także od samego mistrza Wyspiańskiego jedno z jego dzieł. Tu jednak nie mamy potwierdzenia znajomości. O obrazach otrzymanych od Boznańskiej oraz jej prośbach by Wize pomógł w dostarczeniu jej obrazów do tworzącego się w Poznaniu Muzeum czytamy między innymi w korespondencji między obojgiem.

- Wyspiański jest tylko domysłem, choć Wize obraz posiadał w swojej kolekcji. Były tam też obrazy Wyczółkowskiego. Te obrazy, których nie podarował poznańskiemu muzeum wisiały jeszcze w jego mieszkaniu na gnieźnieńskiej Dziekance jak i w Modliszewie, gdzie kończył pracę zawodową i życie. Omawiany zbiór sztuki dr Wizego powstał dzięki przyjaźniom jakie wielkopolski lekarz nawiązał od czasów studiów wśród polskich artystów w Monachium, Paryżu, Krakowie i innych miastach. W listach do Boznańskiej Wize niejednokrotnie wymienia nazwiska zaprzyjaźnionych twórców: Bolesława Biegasa, Gustawa Gwozdeckiego, Konstantego Laszczki, Ludwika Pugeta, braci Czajkowski Edwarda Trojanowskiego. Wize obracał się w środowisku poznańskich ekspresjonistów odwiedzał w Kościankach Jerzego Hulewicza, założyciela spółki wydawniczej Ostoja… Zapewne przez Hulewicza poznał też środowisko grupy Bunt. Prace będące w posiadaniu wielkopolskiego badacza i lekarza były dość zwartą grupą, ale nie stanowiły kolekcji w rozumieniu świadomie i konsekwentnie wbudowanego zbioru. Powstał on raczej w sposób przypadkowy, a prace które się na niego składały. najprawdopodobniej były darami od zaprzyjaźnionych artystów - pisze Paweł Ignaczak w Studiach Muzealnych MNP.

Z obrazów podarowanych przez Boznańską chyba najważniejszy dla nas jest portret Wizego, utrzymany w nieco ekspresyjnym mrocznym niemieckim stylu.
-

Jest całkiem możliwe że portret ten wielkopolski lekarz otrzymał od artystki w 1905 roku i dziękował za niego w liście z 21 czerwca pisząc właśnie z Lipska w następujący sposób. „Zawstydza mnie Pani droga, łaską swoją. Jedno co niesympatyczne wiem, że to portret mojej własnej nędzy.”

- cytuje list Ignaczak.
Trzeba przyznać, że śledząc dalsze losy Wizego zwłaszcza te gnieźnieńskie i w Modliszewie, ta recenzja zdaje się prorocza.

Dziekanka, Modliszewo

W Gnieźnie doktor Wize mieszkał na terenie „Dziekanki” w jednym z domów, przez wtajemniczonych nazywanym Wizówką. To tu odwiedzali go artyści i przedstawiciele świata nauki, także stąd on sam ruszał na kongresy naukowe, psychiatryczne czy filozoficzne. Między innymi jeszcze po wojnie z Wizówki rozpoczął podróż do Amsterdamu w 1948 roku na kongres filozoficzny.
Do Gniezna Wize trafia dzięki zaproszeniu do współtworzenia nowoczesnego ośrodka psychiatrycznego przez dr Aleksandra Piotrowskiego (to kolejny wybitny bohater tego miasta). Pracę rozpoczął Kazimierz Filip Wize w Krajowym Zakładzie Psychiatrycznym w Dziekance w lutym 1931 roku. Tutaj też współtworzył liczące się w świecie nauki „Nowiny Psychiatryczne”.

Gnieźnieński szpital między innymi dzięki pionierskim metodom Wizego i Piotrowskiego należał do najlepszych w Europie. To tak naprawdę Kazimierz Filip Wize był jednym z twórców arteterapii, jako jeden z pierwszych w świecie poważnie pochylił się nad rolą aktywności artystycznej w leczeniu chorób psychicznych. Eksperymentował także w wykorzystaniu pracy w terapii nie tylko uzależnień od alkoholu. Do wizji Wizego odwoływał się między innymi w latach 80. Marek Kotański tworząc swój Monar. Pacjentom uzależnionym dr Wize poświęcił się także po roku 1950m gdy pracował w Filii Dziekanki w Modliszewie.

Wróćmy jednak do działań przedwojnia. Wize, choć niezwykłe jego widzenie psychiatrii współgrało z geniuszem Piotrowskiego, popracował z nim krótko, w 1933 roku dr Piotrowski umarł. Wiemy, że to rozstanie z szorstkim lecz bliskim przyjacielem zawodowym dotknęło naszego bohatera.

- Od maja 1934 roku stanowisko dyrektora tutejszego zakładu objął Wiktor Ratka. W zasadzie kontynuował on kierunki leczniczo-rehabilitacyjne prowadzone przez swojego poprzednika. Nie wprowadził jednak większych innowacji. Jedynie godnym odnotowania jest fakt, że pod koniec lat 30. prowadzono w tutejszym szpitalu pierwsze, bardzo nieliczne zresztą, kuracje śpiączkami insulinowymi - czytamy na stronie szpitala.

Do drugiej wojny poza działalnością naukową Wize pracował w Dziekance, kontynuując swoje i Piotrowskiego wizje praktyki psychiatrycznej. Kiedy wkraczają Niemcy szpital liczy 1187 chorych i rozpoczyna się eksterminacja pacjentów. Sprawę T - 4 na Dziekance opisano szeroko w pracy profesor Grażyny Gajewskiej „NAGIE ŻYCIE” W ZAKŁADACH DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH POD RZĄDAMI NAZISTÓW”.
Czarna karta historii Szpitala to ogromny wewnętrzny dramat Wizego. Niemcy czynili zakusy by pozyskać doktora do swojej eugenicznej wizji akcji T 4. Wize nie był jednak tym kogo szukali, nie podpisał też volkslisty. Stracił pracę. Był jednak czas gdy pracował w gnieźnieńskim wójtostwie. Szacunek wśród mieszkańców sprawił, że znaleźli się dobrzy ludzie, którzy mu po prostu pomogli przetrwać.

Po wojnie Kazimierz Filip Wize wrócił do pracy na Dziekance. Dalej wyznaczał kierunki, choć znajomi mówili, że mimo ogromnej kultury był człowiekiem dobrym, ale trudnym w obejściu. Ostatnie lata życia spędził w Modliszewie tu właśnie pracował z uzależnionymi. Mieszkańcy Modliszewa wspominają go już jako nieco zdziwaczałego ale niezwykle dobrego człowieka z kregosłupem i kindersztubą przedwojnia.

Człowiek wybitny a zrównany z ziemią

Zgodnie z ostatnia wolą, doktor, który nosił w sobie do końca dwie miłości: psychiatrie i naukę oraz Boznańską został pochowany na Cmentarzu Szpitala Dziekanka przy ulicy Dalkowskiej w Gnieźnie. Spoczął wśród swoich pacjentów niedaleko dr Piotrowskiego. Wydawało się, że to był koniec na jaki zasłużył, jakiego chciał, jeden z najwybitniejszych gnieźnian. Człowiek wielu dziedzin i wielu osiągnięć, człowiek, który mimo epizodów monachijskich, paryskich, lipskich pokochał Gniezno.

W 2004 roku kiedy zmienił się administrator cmentarza, zniknęła tablica nagrobna, a zrównany z ziemią został kopiec mogiły. Tak po prostu tu wytyczono nowa ścieżkę i położono bruk. Był geniusz i zniknął?

Trudno tu mówić o jakiejś niewiedzy. W obronie szczątków doczesnych i miejsca pochówku Wizego zabierała głos w 2004 roku Gabriela Mikołajczyk, archeolog zasłużona między innymi dla Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Walka o grób Wizego, którego życie również kiedyś opisywała, była jej ostatnią. Zmarła w październiku 2004 roku.

- Wyobraźcie sobie, człowiek, którego malowała Boznańska, który zrobił tak wiele dobrego, pisywał regularnie ze Skłodowską - Curie, miał największą kolekcję motyli, którego słowa współczesna psychiatria cytuje do dziś, tutaj mieszkał, pracował… A teraz ma zostać zrównany z ziemią?

- Gabriela Mikołajczyk pytała w jednej rozmów w redakcji nieistniejącego już efemerycznego tygodnika „Kurier Gnieźnieński”.

Przychodzi na myśl wiersz mistrza Cypriana Kamila Norwida:

„Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie
że ci ze złota statuę lud niesie,
Otruwszy pierwej?

Coś ty Italii zrobił, Alighieri,
Że ci dwa groby stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwej?
Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
Że ci trzy groby we trzech miejscach kopie,
Otruwszy pierwej?
Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że po raz drugi grób twój grabarz trzęsie,

Nadzieja z Dziekanki
Przełomowym momentem w pamięci o doktorze Wize, może być jubileusz 125 lecia Szpitala Dziekanka. Zwłaszcza wystąpienie w wykładzie inauguracyjnym, który wygłosił Artur de Rosier prezes ORL WIL oraz ordynator jednego z oddziałów szpitala.

- Kazimierz Wize zniknął nam gdzieś z pola widzenia, nawet nie ma jego grobu. Może warto poświęcić mu jedną z gnieźnieńskich ulic?

– zaznaczył Artur de Rosier, zwracając się do prezydenta Miasta Gniezna.

Czy doczekamy się ulicy tego wybitnego człowieka? Dziś pewnie trudno wyrokować. Ważnym jest, że wybrzmiał zdecydowany głos w tej sprawie z tej właśnie strony, ze strony psychiatrów i lekarzy.
Staraniem innych środowisk – regionalistów gnieźnieńskich prawdopodobnie dojdzie do ekshumacji i przeniesienia szczątków dr Wize obok dr Piotrowskiego. Dziś na razie poza spotkaniem w ramach wspomnianego festiwalu literackiego i wystąpieniem dr de Rosier upamiętnieniem jest Centrum Aktywnego Wypoczynku Rodziny im. Kazimierza F. Wize w Modliszewie.

Współpraca:
Dawid Jung - Społeczny Opiekun Zabytków
Leszek Kabaciński – IMG
Katarzyna Strzałkowska rzecznik prasowy WIL

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie