Historia Gniezna. Nie oddali Krzyża. Kościół w Polu, cuda u świętego Krzyża

Jarosław Mikołajczyk, Muzealny Detektyw, Interaktywne Muzeum Gniezna, MPPP
Udostępnij:
Po artykule, opisującym historię gnieźnieńskiej rzeźni, dziś pozornie mniej tajemniczy temat. Do sprawy gnieźnieńskich rzeźników wrócimy, trzeba wszak uporządkować sprzeczne informacje o firmie Bacon Export Gniezno S.A.

Spis treści

Dziś jednak kościół w Polu, który stoi na wzgórzu, rozpostartym między Kcyńską Łatą a, Żuławami. Gnieźnieńskie świątynie wydają się być dla nas znajome i oczywiste. Czy tak jest naprawdę? Tu przed blisko dwustu laty wierni nie oddali krzyża, klechom, którzy mieli zamiar przenieść go do Fary. Tutaj też miało miejsce wiele cudownych uzdrowień.

Jaksa i jego “rycerze” z wypraw krzyżowych

Zapomniany, pełniący dziś funkcję kościoła cmentarnego, kościół św. Krzyża to świątynia z bogatą i niezwykle barwną historią. Jak pisze ks. Mieczysław Skonieczny początki kościoła sięgają XII wieku.

- Było to w r. 1179. Pobożny kanonik Przecław, późniejszy biskup lubuski, wybudował własnym nakładem na miejscu, gdzie stoi obecny kościół murowany, świątynię z drzewa pod wezwaniem św. Krzyża. Pieczę nad kościołem powierzył kanonikom regularnym Grobu Chrystusowego czyli Bożogrobcom

- czytamy w książeczce “Kościół św. Krzyża w Gnieźnie” wydanej w 1916 roku u J.B. Lange przy gnieźnieńskim Rynku, przez ks. Skoniecznego. Już w tym miejscu dla wielu gnieźnian zaczyna się zapomniana historia. Bożogrobców umiejscawiamy w Gnieźnie przede wszystkim przy kościele św. Jana. Ich piecza nad kościołem, który wznosi się nad popularną w Gnieźnie “Świętoją” czyli Jeziorem Świętokrzyskim jest raczej zapomniana.

Zakon Kanoników Regularnych Stróżów Grobu Chrystusowego, sam w sobie budzi spore zainteresowanie i jest niewątpliwie tajemniczą kartą Kościoła. Ordo Equestris Sancti Sepulcri Hierosolymitani jest de facto, zwłaszcza w swoich źródłach zakonem rycerskim.

Początkowo niewielką kapitułę 20 zakonników i 50 rycerzy krzyżowych powołał jeden z przywódców I Wyprawy Krzyżowej - Godefroy de Bouillon. Było to w 1099 r., niemal rok przed tym jak Godefroy - Obrońca Grobu Świętego zginął podczas oblężenia Hajfy w wyprawie przeciw sułtanowi Damaszku.

- Był to zakon, który w r. 1114 w Jerozolimie powstał i miał za cel czuwanie nad grobem Pana Jezusa; stąd nazywano jego członków Bożogrobcami. Oprócz tego trudnili się oni jeszcze pielęgnowaniem chorych, zaskarbili sobie na tem polu szczególnie w czasie wojen Krzyżowych wiele zasług i byli z tej przyczyny w Jerozolimie powszechnie cenieni i poważani

- zapisał Skonieczny.

Nie trudno domyślić, się, że owo powszechne poważanie dotyczyło rzecz jasna środowisk chrześcijańskich w świeżo zdobytej Jerozolimie. Ten 1114 rok to bardzo zapóźnione datowanie powstania zakonu, choć faktycznie w tym roku bractwo przyjęło regułę św. Augustyna.

Miechowici i tajemniczy Jaksa

Nas zapewne bardziej ciekawi skąd wzięli się Bożogrobcy w Gnieźnie i dlaczego nazywano ich Miechowitami? Do Polski Bożogrobców sprowadził w 1163 r. możnowładca Jaksa z rodu Gryfitów, który ufundował im klasztor miechowski (Miechów, stąd używana w Polsce nazwa Miechowici). Zakon szybko się rozwijał, otrzymując liczne nadania od książąt, możnowładców i biskupów. Jaksa uczestnik Wypraw Krzyżowych zakon ściągnął do Polski w 1149 roku. W Miechowie, gdzie panował wybudował im klasztor z kościołem. Przyjęło się w Polsce nazywać zakon Miechowitami, od pierwszej siedziby w kraju. Gnieźnianie jednak ochrzcili zakonników Krzyżakami, co swoje źródło miało w czerwonym krzyżu na tle białego płaszcza.

- Do Grodu Lecha powołał ich kanonik Przecław, powierzył im pieczę nad kościółkiem św. Krzyża i obdarzył ich dwiema wsiami. Nowi zakonnicy mieszkańcom Gniezna bardzo się podobali; nabożeństwa były wystawne i ściągały tłumy ludu

- pisze ks. Skonieczny. Zatem początek Bożogrobców w Gnieźnie to fundacja Przecława. Kolejny jej rozdział można by powiedzieć levelup przynosi 1243 rok. Dopiero wtedy książęta wielkopolscy Przemysław i Bolesław Pobożny sprowadzają kolejną grupę Miechowitów i powierzają szpital św. Jana. Specjalnie też dla nich obok szpitala zbudowali kościół św. Jana z klasztorem. To jednak jest już inna historia, która łączy kanoników Grobu Chrystusa z przedmieściem Grzybowo. Ten etap obecności Bożogrobców w Gnieźnie jest też dobrze udokumentowany dzięki badaniom dr Tomasza Janiaka, archeologa z Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

Krzyż w Polu wyłowiony z jeziora

Jak podaje autor książeczki nikt nie wiedzie skąd krucyfiks znalazł się w kościółku. Gnieźnianie długo jeszcze powtarzali legendę o jego pochodzeniu. Jest bardzo prawdopodobnym, że legendę powtarzali i potwierdzali sami Bożogrobcy. Pewnego dnia jeden z rybaków wypłynął na wody jeziora Świętokrzyskiego, zarzucił sieci, a że był bogobojnym człowiekiem modlił się podczas połowu. Pierwszy raz gdy wyjął sieć była pusta. Westchnął do Boga i po raz kolejny rzucił sieć w wodę. Nagle otoczyła go ogromna światłość, rybak z trudem wyciągnął ciężką sieć. Długo przecierał oczy gdy spostrzegł, że w sieci zaplątany był krzyż. Wtem pojawiło się dwóch aniołów z pomocą, by podtrzymać wyłowiony krucyfiks. Przejęty rybak złożył krzyż w drewnianym jeszcze kościółku. Zapewne na użytek zakonu pojawiały się wersje, w których aniołowie mieli na sobie płaszcze Bożogrobców. Bardziej prawdopodobnym jest, że sami obrońcy Grobu Chrystusa przywieźli krzyż z Miechowa. Kunszt wykonania pozwalał nawet sugerować kanonikom, iż fundatorem mógł być sam Jaksa. Jedynym problemem byłoby przyjąć taką wersję datowanie tego szczególnego krzyża na przełom XV i XVI wieku.

Samemu krzyżowi i cudom o jakich świadczyli wierni, sporo miejsca poświęcił w swojej książce już w 1762 roku jeden z Bożogrobców ojciec Cyryl Żuchowski. Wydana wówczas przez niego w Przemyślu publikacja zawiera wiele świadectw cudów i łask. Rzecz jasna same cuda, nie są przedmiotem badań muzealników. Jednak już publikacja jest źródłem i faktem. Warto wspomnieć, że zawarte świadectwa łask i uzdrowień, wielokrotnie pochodzą od znamienitych Gnieźnian. - Michał Karczewski kapellista katedralny zeznał jako w roku 1746 syn imieniem Jędrzej, niedziel mający 22 zachorował na ospę, w której ospie: oczy, nos, usta tak miał zasklepione, że twarzy ludzkiej wcale nie znać było. Dla którego usta zasklepienia przez 7 dni nie ssało dziecko. Rodzice rozumiejąc, że dziecię kona z przytomnymi u siebie jako to Mateuszem Zwierzchowski moim Fabianem Myśliwskim uklękli do modlitwy za konającym. Wtem ofiarowali to dziecię do Świętego Krzyża w Polu, aby pan Bóg się nad nim zmiłował. Po wysłuchaniu zamówionej mszy przychodzą rodzice z wyżej wymienionymi do domu, matka do kolebki bieży, trupa spodziewając się oglądać, albowiem życia nie było nadziei... Aż dziecię na jedno oko patrzące zastaje, w godzinę na drugie przejrzało. Ku wieczorowi otworzyły się zasklepione usta, ssać poczęło dziecię, które dotychczas żyje na to rodzice świadkami gotowi przysiąc - czytamy u Cyryla Żuchowskiego. Takich i podobnych świadectw sam Żuchowski przytacza 10. Z racji na charakter artykułu przytaczamy to konkretne. Mateusz Zwierzchowski to istotna w historii Gniezna postać. W 1735 został organistą kościoła metropolitalnego w Gnieźnie, co świadczy o nabytych już wysokich kwalifikacjach. W 1738 powierzono mu dodatkowo stałą pieczę nad szpinetem. Drobne naprawy tego instrumentu wykonywał samodzielnie. Od 1750 do końca życia Zwierzchowski był kapelmistrzem kapeli katedralnej. Zajmował się też komponowaniem i sprawami organizacyjnymi kapeli. Na jego wniosek zostały zakupione dla zespołu 4 trąbki, 4 rogi i flet poprzeczny; wielokrotnie sprowadzał wybitnych fachowców do ulepszania i naprawy organów. Dbał też o repertuar kapeli; w ciągu 33 lat działalności pozyskał ok. 260 kompozycji różnych autorów (sam był autorem części z nich), niestety pożar katedry w 1760 pochłonął niemal cały zbiór. 18 lat po śmierci Zwierzchowskiego jego syn Jakub przekazał kapeli odziedziczone po ojcu autografy mszy, nieszporów i symfonii, ale i one uległy zniszczeniu podczas II wojny światowej

O kulcie jakim darzyli Krzyż mieszkańcy Grzybowa i samego Gniezna świadczy także liczba wotów dziękczynnych. Jak zapisano w aktach wizytacji kościoła przez arcybiskupa Ignacego Raczyńskiego w 1811 roku było ich 110. Nie jest rola Muzealnego Detektywa padanie cudów i łask, jest jednak pewnym, że nie tylko sami zakonnicy i mieszkańcy Grzybowa, darzyli krzyż wielkim szacunkiem. Po kasacie zakonu w 1821 roku, kiedy zabrakło już Obrońców Grobu Chrystusa i pieczołowitej opieki kościół w Polu popadał w ruinę. Przypisano go wprawdzie do parafii Farnej, jednak niestety brak funduszy a i mniejsze zainteresowanie proboszcza skutkowały opłakanym stanem. Tę sytuację wykorzystał inspektor budowlany reprezentujący zaborcę i nakazał rozbiórkę kościoła. Księża z Fary zdecydowali o przeniesieniu krucyfiksu do kościoła św. Trójcy.

Krzyża wziąć nie pozwolimy! Szewc, który nie zaklął

Krucyfiks miał być przeniesiony do Fary 13 września 1829 roku. Tak to zaplanował Sucharski. Rzecz jasna wszystko to miało się odbyć procesyjnie z licznym udziałem wiernych. Co do licznego udziału wiernych nie zawiedli się ani kanonik Grześkiewicz ani proboszcz Sucharski. Raczej mógł ich zaskoczyć olbrzymi tłum, który nie miał zamiaru oddać krzyża.

- W niedzielę lud dotknięty boleśnie w swoim głębokim przywiązaniu do wizerunku Ukrzyżowanego i do żywego poruszony zapełnił świątynie po brzegi i otoczył ją wieńcem dookoła jakby chciał bronić swojego Zbawiciela przed usunięciem go z miejsca wiekami w święconego. Wreszcie zjawiło się duchowieństwo farne i prawie całe archikatedralne. Najpierw mówił ksiądz kanonik Grześkiewicz, a po nim proboszcz farny ksiądz Sucharski, tłumacząc konieczność przeniesienia krzyża do Fary. Wzywając łagodnie do rozejścia się i do zrobienia miejsca dla przejścia z nim. Lecz lud upadając na kolana nie ruszył się z miejsca. Wtem odezwał się głos spod chóru: Nie pozwolimy wziąć! Był to mistrz szewski Stanisław Bednarkiewicz - obywatel gnieźnieński. W pierwszej chwili zrobiła się trwożliwa cisza jakby makiem zasiał, a potem z setek piersi ten sam okrzyk: Nie pozwolimy Cię wziąć Panie

- tak opisał wydarzenie wspomniany ks. Skonieczny.

Gnieźnianie wiele lat jeszcze opowiadali to zdarzenie w mniej cenzuralnych słowach, tłum był zdesperowany.- W kościele powstał płacz i lament niewiast i ogólne zamieszanie - dodaje ksiądz Mieczysław. Połowiczne zwycięstwo, kiedy duchowieństwo odstąpiło od zamiaru przeniesienia krzyża nie zadowoliło gnieźnian, którzy dawno nie zjednoczyli się tak jak teraz podczas obrony legendą i cudami owianego krzyża. Zbuntowani wierni przez całą oktawę ani we dnie ani w nocy nie pozostawili krzyża bez straży czuwając tłumnie by ani duchowni ani urzędnicy zaborcy nie próbowali go zabrać. Po tym czasie tłum odstąpił, ponieważ przedstawiciele zarówno władz świeckich jak i kościelnych obiecali, że do 1 maja 1830 roku, kościół będzie nadal pełnił swoja funkcje. Sprawa kościoła w Polu, tak nazywano wzgórze Świętokrzyskie była pierwszą tak mocno scalającą mieszkańców Gniezna, praktyczne ta obrona Krzyżą przez mieszkańców Grzybowa i innych przedmieści oraz samych Gnieźnian, jest jednym z pierwszych wydarzeń, gdzie w pełni możemy mówić o społecznej solidarności. Mieszkańcy sami zdecydowali o zbiórce na rzecz budowy nowego kościoła św. Krzyża. Powstał komitet zbiórki. Samo zbieranie pieniędzy prowadzone głównie przez panie Sieradzką i Mylerową, których imion niestety nie znamy, było nader owocne. Władze pruskie pod kierownictwem burmistrza Jan von Zembrzuskiego opóźniały wydanie pozwolenia regencyjnego. Interwencja samego arcybiskupa Marcina Dunina w Berlinie sprawiła pozytywną odpowiedź. Dunin wykorzystał fakt, że w trakcie Hambacher Fest - demonstracji propolskiej w Niemczech z udziałem ponad 30 000 obywateli różnych stanów na zamku Hambach - nastroje Niemców wobec Polski były przychylne. Hambacher Fest wybuchł 27 maja 1832 roku, a arcybiskup zgodę wyjednał w Berlinie już 28 maja tegoż roku.

Jeszcze raz Krzyż. “Tu się Panu Bogu nie podobało!”

Przedziwne historie związane z Krzyżem się jednak jeszcze nie skończyły. - Kiedy miano rozpocząć budowę, w nocy z 14 na 15 stycznia 1834 roku krzyż zniknął. Na ołtarzu znaleziono napis: "Tu się Panu Bogu nie podobało". Okazało się, że krzyż przeniesiono ukradkiem przed kościół farny. Przy nim był napis: "Tu się Panu Bogu podobało".
Jednak tego samego dnia wieczorem Wizerunek Ukrzyżowanego wrócił w uroczystej procesji (wieziony w powozie miejscowego "landrata") na Wzgórze Świętokrzyskie - podaje strona parafii sw. Michała archanioła, która top parafia dziś opiekę sprawuje nad byłym kościołem Bożogrobców.

Projekt budowy opracował budowniczy miejski Elsner. 4 lipca 1834 roku sześciu nowych miejscowych rzemieślników przystąpiło do dzieła. Przy pomocy wielu chętnych pracowników i sprzyjającej pogodzie w niecały rok kościół stał pod dachem. W wigilię Podwyższenia Krzyża św. 13 września 1835 roku proboszcz farny ks. Franciszek Sucharski dokonał uroczystego poświęcenia świątyni. Nad wejściem do kościoła umieszczona napis: "Opatrzność Boża wystawiła, miłosierdzie Boże niechaj opieką Swą otacza". Dwa dni później Karol Darwin dopłynął do Galapagos. Wokół kościoła dopiero w 1804 roku powstał cmentarz. Po II wojnie światowej kościołem opiekowali się Ojcowie Franciszkanie. Cudowny Krucyfiks po konserwacji był noszony w procesjach ulicami Gniezna w czasie uroczystości odpustowych ku czci św. Wojciecha, był także świadkiem obchodów 1000-lecia Chrztu Polski. Do niebywałych historii z Pola jeszcze powrócimy, zapewne opisując też najciekawsze groby tutejszego cmentarza.

Zachowano oryginalną pisownię i składnię cytowanych fragmentów.

Nowe obostrzenia od 15 grudnia!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie