Historia Gniezna. Podziemna Armia Skautowa. Bogdan Gruszczyński z Kareji na Czerwiec

Jarosław Mikołajczyk
Udostępnij:
Torturowany bohater - Bogdan Gruszczyński, z trudem uszedł z życiem z łap jednego z największych oprawców wczesnego PRL-u. Kiedy gnieźnianin trafił do Progresywnego Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie, dowodził tam Salomon Morel. Już przed Jaworznem miał na swoim koncie odrażające zbrodnie w obozie w Świętochłowicach - Zgodzie.

Historia Gniezna. Podziemna Armia Skautowa. Bogdan Gruszczyński z Kareji na Czerwiec

Zapewne Gruszczyński usłyszał ulubione powiedzenie Morela: “Oświęcim to było przedszkole w porównaniu z moim sanatorium”. Bogdan Gruszczyński nie był jedynym młodym gnieźnianinem zamkniętym w Jaworznie. Przypominamy jednak jego historię nie tylko z szacunku dla dokonań Podziemnej Armii Skautowej, ale też w przededniu “Poznańskiego Czerwca”. W dzisiejszym artykule pojawia się sporo uzupełnień w odniesieniu do poprzedniego dotyczącego Bogdana Gruszczyńskiego.

- Odwróć się twarzą do ściany - powiedział prowadzący przesłuchanie oficer Urzędu Bezpieczeństwa. Gnieźnianin usłyszał przeładowanie broni i poczuł, jak łomocze mu serce. _- A teraz, bandyto będziesz rozstrzelany - _dodał zimnym głosem ubek. Młody “szczun ze starówki” pomyślał: "To koniec". Zamknął oczy i zacisnął zęby. Padły strzały z pistoletu. Były to ślepaki. Co czuł w tym momencie?

Pozostanie tajemnicą Mariana Pica i Bogdana Gruszczyńskiego z Underground Scouts Army - Podziemnej Armii Skautowskiej. Kiedy Gruszczyńscy (linia niespokrewniona z obecnym starostą gnieźnieńskim) wprowadzili się około 1943 roku do kamienicy Chrobrego 5, podobnie jak większość Polaków w Gnieźnie, upatrywali jednego wroga - hitlerowskich Niemców. Tu nawet w czasie wojny nie każdy „Szkiebr” był wrogiem, a jednak nikomu z Gruszczyńskich nie przyszło do głowy, że przyjdą czasy, gdy to Polak podstawi młodego Bogdana pod ścianą. I będzie go torturował za miłość do ojczyzny. Zamieszkali tu po - jak podkreślają - porządnym żydowskim lekarzu. Rodzina nie wyprzedała przez lata niedoli nic ze swojej rodowej zastawy i dóbr, które były częścią jej tożsamości. Obrusy, zastawa, portrety rodziny, to była spuścizna, coś ważnego. Polska, tradycja, rodzina i mogło nie być na chleb, a jednak już rodzice Helena i Henryk wpajali Bogdanowi i jego rodzeństwu: „siebie sprzedać nie wolno”. Lekarza, po którym mieli mieszkanie, żyjący potomkowie Gruszczyńskich - nie pamiętają, jednak z opowieści rodzinnych przebija szacunek. Trudno więc pojąć zwyrodnialca Morela, łatwiej po prostu nie łączyć jego zaburzeń z narodowością. Niestety nie był jedynym, który torturował w rzekomo postępowym więzieniu w Jaworznie. większość bestialskich oprawców stanowili Polacy.

Bogdan Gruszczyński już w 1944 roku zatrzymany został z kolegami za akcję przeciwko Hitlerjugend

Zaczynał naukę, miał wtedy niespełna 12 lat. Wyprawy z kolegami „na hitlerjugendów”, były początkowo prowokacjami, czasem bójką. Po jednej z takich bójek policja zatrzymała chłopaków. Ponieważ babcia jednego z nich była volksdeutschem, zwolniono wszystkich „polskich bandytów” w tym Bogdana.

O tej sytuacji mówimy też o tym opisując pogrzeb Tadeusza Nowickiego:

- Oprócz rodziców Władka, Heńka Nowakowskiego i Trudy wpadł też Zygfryd Gruszczyński. Oficer Kulturalno-Oświatowy Powstania Wielkopolskiego. Dystyngowany i elegancki mężczyzna, który, jak głosi miejska legenda, swoimi pismami, znajomością niemieckiego i prawa, niejednego wyciągnął z tarapatów. Mówiono też, że ponoć wylądował kiedyś Niemcom samolotem na berlińskim Aleksanderplatz. Zygfryd starał się też wyciągnąć Tadka, było już jednak za późno. Pisma dotarły do Tarnowa dwa dni po pierwszym w historii ludzkości transporcie do Auschwitz. To jednak dzięki niemu, jak mówił rodzicom Władek, udało się wydobyć od Niemców prochy więźnia nr 143. Kiedy wspominano Tadka w tym małym gronie, Zygfryd nie miał jeszcze pojęcia, że i jego życie zakończy się w Oświęcimiu. Całkiem niedługo. Póki co zostawmy historię nr 20172. Zygfryd tak opowiadał o „wybryku” bratanka: Bogdan jeszcze nie stał się bohaterem, to był raczej szczenięcy wybryk. Razem z kilkoma gzubami z Kareji wybrał się na Dalki przedrzeźniać jungsów z Hitlerjugen. No i powiem państwu miał więcej szczęścia niż rozumu. Rzucili w jakiegoś blondasa w mundurku kamieniem, aż mu krew z czoła pociekła. Pokrzyczeli: Hitlers kleine Mörder! Komm nach Hause kleine Schweine! Jakaś granatowa franca, dajcie wiarę, Polak, bez urazy, pani Gertrudo, ich zatrzymał. Byłoby kiepsko, gdyby nie to, że babka tego drugiego smarkacza była na volskliście - opowiadał. I co, tak bez niczego ich puścili? – zapytała Nowicka. Bez niczego tak zupełnie to nie. Oberwali bykowcem, Bogdanowi ucho też naderwali... no ale strach pomyśleć – Zygfryd zawiesił głos

Niemcy opuścili Wielkopolskę zastąpieni przez Czerwoną Armię

Gimnazjalista uczący się u „Chrobrego” przez moment szukał realizacji w drużynie ZHP. Znienawidzeni hitlerowcy odeszli, rzeczywistość nowej Polski, była dziwna, dla tych, których wychowano w przedwojennej tradycji. Kiedy tworzył się mit Pokolenia ZMP, Bogdan miał krótki epizod w 1948 roku. Wstąpił do Związku Młodzieży Polskiej. Tu, w Gnieźnie, mocne rozgoryczenie przyniosły sfałszowane wybory z 1947 roku. Silne PSL wygrało je w rzeczywistości u nas, jednak oficjalny wynik był inny. Większość gnieźnian nie miała wątpliwości - wybory sfałszowano. Mikołajczyk, który kształcił się na Dalkach, był zbyt silny by przegrać. Już wtedy Bogdan, choć nie przekonał go powrót premiera Rządu Londyńskiego do kraju, nie wierzył w sens socjalistycznej młodzieżówki. Kiedy spotkał Zbigniewa Rożaka stało się jasne, że ZMP trzeba rozsadzić od środka.

Plan był tak samo prosty jak niebezpieczny

Zbigniew Rożak przejął przewodnictwo koła ZMP w Liceum. Bogdan zaczął działać na tyle aktywnie, by uśpić aparat bezpieczeństwa i zostać szefem wyszkolenia ideologicznego hufców harcerskich. Obaj inteligentni, z organicznikowskich wielkopolskich domów, pasowali ówczesnej wierchuszce jako ci, którzy będą nieść sztandary socjalizmu i oświecenia. Rzecz w tym, że fasadowe ZHP nie przypasowało bliskim idei skautów bodenpowellowcom.

Bogdan, jako szef wyszkolenia ideologicznego, pewnie jak nikt z „eki” gnieźnieńskich fyrtli wiedział, jak nadmuchane absurdy każą mu sprzedawać ideowcy socjalizmu realnego. Coraz mocniej odzywały się sięgające powstańców styczniowych tradycje rodzinne, do których nijak się mieli towarzysze Stalin i Bierut.

Zaplecze dla powstającej wówczas Underground Scouts Army o dwuznacznym skrócie, bolesnym dla komunistycznych władz - U.S.A stanowili częściowo członkowie ZHP, którzy szybko zorientowali się, że „czerwone harcerstwo” mało ma wspólnego ze skautami. Wśród nich był i Bogdan Gruszczyński.

Zostawmy historię Podziemnej Armii Skautowskiej na jeden z kolejnych artykułów. Chcemy zaznaczyć, że pierwszym inicjatorem tej unikatowej formacji podziemnej był Witold Grzęda, jednak do niej nie wszedł, a dowodził między innymi wspomniany Rożak, wcześniej Zenon Szymański. Bogdan Gruszczyński w pewnym momencie został dowódcą jednej z „piątek”. Struktura organizacji opierała się właśnie na pięcioosobowych drużynach. Zdaniem Mariana Pica, dowódcy jednej z piątek: 34 osoby należące do PAS były represjonowane i sądzone, potwierdzają to akty oskarżenia Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu. W pracy Zbigniewa Berszyńskiego „Młodzież przeciwko zniewoleniu. Opór społeczny i działalność konspiracyjna wśród młodzieży szkolnej w okresie stalinowskim w świetle wybranych przykładów z różnych części Wielkopolski czytamy:

Stosunkowo najkorzystniej pod tym względem przedstawia się przypadek Podziemnej Armii Skautowskiej z Gniezna. Związkiem tym zajął się bliżej Bartosz Kuświk w swojej dysertacji doktorskiej o antykomunistycznej działalności harcerzy w Wielkopolsce i na ziemi lubuskiej w latach 1945–1956, obronionej w 2012 r. na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. O konspiratorach z PAS i podjętych wobec nich działaniach represyjnych wspomina też Tomasz Rochatka w swojej monografii Urzędu Bezpieczeństwa w Gnieźnie. Nawet w wypadku PAS trudno byłoby jednak uznać temat za wyczerpany. Z całą pewnością zasługuje on na dużo większe zainteresowanie badawcze

W tej samej pracy znajdujemy treść ulotki przygotowanej przez PAS na urodziny Stalina:

Bracia Polacy! Nie ulegajmy wrogiej propagandzie komunistycznej, która od fałszu i kłamstwa aż się ugina. Trzymajmy się razem i jednością silni wyjdźmy na spotkanie wroga - niekoniecznie z bronią w ręku. Kto zaś jest naszym wrogiem? - Jest nim każdy, kto popiera ten ustrój i może dla kariery wysługuje się komunistom, sprzedając swój honor i dobre imię Polaka!

Jak wyglądała konspiracja Bogdana?
Doszło do kolejnego zebrania w lesie dalkowskim. Uczestniczyli w nim: Rożak, Galantowicz, Kłosin, Koperski, Pietrowski, Skrzypiński i Wiśniewski, a także Bogdan Gruszczyński (ur. 1932), świeżo pozyskany na rzecz organizacji przez Koperskiego. Na wniosek Gruszczyńskiego omawiano sprawę ewentualnej akcji sabotażowej z okazji 1 Maja. Uzgodniono zamiar podpalenia dekoracji w formie bramy triumfalnej na terenie Gniezna. Z realizacji tego pomysłu jednak ostatecznie zrezygnowano - według jednej wersji ze względu na negatywny wynik przeprowadzonego eksperymentu z materiałem zapalającym, a według innej z obawy przed dekonspiracją w sytuacji, gdy należało liczyć się ze szczególnie dużą czujnością UB w związku z 1 Maja 40. Po tymże zebraniu podjęto kolejne działania na rzecz powiększenia organizacji o nowych członków. Rożak pozyskał Józefa Putza (ur. 1932), a Gruszczyński — Leona Święciochowskiego. W drugiej połowie kwietnia 1950 r. w lesie miejskim koło Gniezna spotkali się ponownie Rożak, Galantowicz, Gruszczyński, Pietrowski, Putz, Leon Święciochowski, Skrzypiński, Wiśniewski i in. Galantowicz został wówczas na własną prośbę zwolniony z funkcji zastępcy dowódcy, a na jego miejsce wybrano Pietrowskiego. Ponadto na wniosek Galantowicza dotychczasowa nazwa organizacji została zastąpiona przez jej polski odpowiednik: Podziemna Armia Skautowska, w skrócie PAS. Pod koniec kwietnia tego samego roku w tym samym lesie odbyło się kolejne spotkanie z udziałem Rożaka, Galantowicza, Gruszczyńskiego, Pietrowskiego, Putza, Leona Święciochowskiego, Skrzypińskiego, Wiśniewskiego i in. Rożak przedstawił wówczas program działania, zgodnie z którym należało organizować się i zbroić z myślą o podjęciu walki partyzanckiej z chwilą oczekiwanego dość powszechnie w owym czasie wybuchu trzeciej wojny światowej.

Na wniosek Galantowicza został przedstawiony przez Rożaka także nowy schemat organizacyjny PAS. Postanowiono przyjąć system piątkowy. Kierownictwu organizacji, złożonemu z Rożaka jako dowódcy, Pietrowskiego i Koperskiego jako jego zastępców oraz Skrzypińskiego jako skarbnika, mieli podlegać dowódcy poszczególnych piątek: Galantowicz, Gruszczyński, Putz, Święciochowski i Wiśniewski, a także Koperski i Pietrowski. Dowódcy piątek byli odpowiedzialni za skompletowanie odpowiedniej liczby podwładnych i kierowanie ich działalnością – czytamy we wspomnianej pracy Berszyńskiego.

Zbudował bardzo silną „Piątkę”, w domu Gruszczyńskich była maszyna do pisania, Włodzimierz Heleniak zwerbowany przez Gruszczyńskiego wyciągnął dzięki ojcu powielacz ze Stada Ogierów. Oni tworzyli tzw. grupę ulotkową.

Jest to bardzo możliwe, że na maszynie Gruszczyńskich w pokoju, w którym parę lat później mieszkała poetka Anna Piskurz, nie pisał wierszy, ale odezwy do narodu. Jedną z większych akcji przygotowali bodaj w 1949 roku na 1 maja. Co do roku, uczestnicy akcji nie mają pewności. Ulotki powielone, na podprowadzonym ojcu ze stadniny przez Heleniaka powielaczu. Ulotkarze z U.S.A mieli trudne zadanie, mieli w bramach, z za kominów, z kryjówek na dachu rozrzucać ulotki. Dziś pewnie nie dowiemy się już nigdy, jak dowodził swoją „eką” Bogdan Gruszczyński i ile takich akcji przeprowadzili. Długie lata Gniezno zamiast być dumne, jak twierdzą niektórzy pracownicy IPN, z najliczniejszej w Polsce podziemnej organizacji harcerskiej - milczało. Nawet w schyłkowych latach „komuny” niewiele mówiło się o PAS, jedynie w latach stanu wojennego w efemerycznej gazetce UFO w SP nr 6, ktoś wspomniał nazwę PAS. Jaki wymiar miały dokonania kolegów Bogdana?

W zakonspirowanych szeregach mogło być do 50 młodych ludzi

Akcje miały różny charakter, Ci, którzy spotykali się u Kniffera lub właśnie przy Chrobrego 5, drukowali ulotki, oni też je kolportowali. Natomiast „Piątki” z Cierpingów najczęściej malowały hasła na bramach. Były różne, np. kpili z rzekomo polskiego pochodzenia Konstantego Rokossowskiego, lub pisali wprost: „Sowieci Won!”. Trzeba przyznać, że PAS i niektórzy jej członkowie chcieli przeobrażenia w struktury wojskowe. W lesie miejskim trenowali strzelanie z broni, którą udało im się znaleźć. Nie było jej mało. Tajniacy i „szkieły” węszyli. Im więcej akcji, tym więcej szpionów wśród uczniów Chrobrego. Bogdan wiedział dobrze, czym może się skończyć ta ich konspiracja, to nie była zabawa. Któregoś dnia przyszli nocą i kolbami w drzwi łomocą. Jak wspomina rodzina, Bogdanowi podrzucono broń. UB-ecja wiedziała o działaniach gnieźnieńskich podziemnych skautów, raczej z przypuszczeń i donosów, dlatego preparowano dowody.

Wyrok brzmiał - 7 lat. Więzienie w Jaworznie, mimo, że w nazwie „dla młodocianych”, lekkie nie było

Nocne przesłuchania, bicie. Bicie, choć Bogdan rodzinie opowiadał niewiele, zaczynało się zaraz za drzwiami Urzędu. Po wejściu do UB zaraz zrobiono Bogdanowi brutalną rewizję, od razu zaczęli bić i wyzywać, chcieli go zastraszyć. Tak robili z większością. Sadzanie podczas przesłuchań na nodze odwróconego taboretu, też przeżył tak jak inni. To, co przeszło wszelkie granice psychicznych tortur, to pozorowane egzekucje. Przeżyło je co najmniej 3 gnieźnian z PAS, w tym prawdopodobnie i Bogdan. Opisaliśmy tę torturę wyżej. Przyszła amnestia 1956 roku. Radość jednak nie była długa. Tortury i więzienie nie zabiły ani miłości do ojczyzny, ani odwagi. Tak wychowano w domu.

Tuż po wyjściu z Jaworzna Bogdan usłyszał w radiu o wydarzeniach czerwcowych. Wsiadł na motocykl i nie zdążywszy powiadomić rodziny, pomknął do Poznania. Był jednym z aktywnie działających na ulicach. Znalazł się wśród 100 aresztowanych za rzekome posiadanie broni. Z bronią było, tak w wypadkach poznańskich, że wędrowała z rąk do rąk protestantów, czasem podrzucana przez ubeków, była raczej straszakiem.

To nie jest koniec historii Bogdana Gruszczyńskiego, ten jednak miał przyjść wkrótce. Gruszczyński wyjechał z Gniezna na Pomorze, tu zajął się budową łodzi. Pod koniec lat 70. jego „niezatapialny jacht” znaleziono na jeziorze Dąbie. Wiadomo tylko, że czterech, lub pięciu przyjaciół gnieźnianina wyłowiono z wody, sam właściciel jachtu był przywiązany do masztu. Dla rodziny Gruszczyńskiego było to podejrzane. Służby Bezpieczeństwa cały czas deptały mu po piętach, był na czarnej liście. Nie możemy jeszcze powiedzieć, czy był to mord socjalistycznej bezpieki. Jedno co możemy napisać to, że IPN wznawia śledztwo, a podejrzenia rodziny wydają się mieć uzasadnienie. Takich bohaterów znajdziemy w Gnieźnie więcej.

Niebawem napiszemy o innych gnieźnianach uczestnikach Poznańskiego Czerwca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wolontariusze Kultury. Ukraińscy filmowcy pomagają ofiarom wojny

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie