Historia Gniezna. Targowicho: tradycja, literatura, Francja elegancja

Jarosław Mikołajczyk, Muzealny detektyw w Muzeum Początków Państwa Polskiego
Pocztówka. Handel na Rynku, lata 30. XX. Wieku widok od ulicy Kaszarskiej
Pocztówka. Handel na Rynku, lata 30. XX. Wieku widok od ulicy Kaszarskiej Archiwum IMG
Udostępnij:
Kolejnym artykułem z cyklu Interaktywne Muzeum Gniezna 2021, wracamy do Targowiska. Właściwie jak wspominaliśmy w poprzedniej części; targowisk.

Po opowieściach o ludziach, którzy tworzyli rzeczywistość targową niedawno lub jak rodzina Cieślińskich tworzą ją do dziś, odrobina historii odległej. Po niej by nadal pokazać, jak wielkie znaczenie dla gnieźnian i przyjezdnych ma ludyczna niekiedy tradycja targowania, oddamy głos pisarzom. Gnieźnieński Końskie Targi, czy zwyczajny handel w dni targowe zatrzymał kilku autorów na nieco dłużej. Zapomniana powieść Francuza, również skłoniła Muzealnego Detektywa do działania.

Początki, czyli dawno dawno temu

Początki handlu w Gnieźnie sięgają czasów osadnictwa wczesnośredniowiecznego. Jeszcze przed powstaniem grodu na Wzgórzu Lecha, na sąsiadującym z nim Wzgórzu Panieńskim (dzisiejszym Rynku) funkcjonowała osada, w której prowadzono wymianę handlową. Zwiększyła się ona, kiedy osada stała się służebną względem głównego grodu i musiała zapewnić jego mieszkańcom określone dobra. Na jej terenie przecinały się szlaki handlowe łączące Wielkopolskę z Kujawami i prowadzące dalej w kierunku Pomorza oraz Mazowsza. Do
dziś przypominają o tym drogi schodzące się w gnieźnieńskim rynku, zachowane mimo poważnej przebudowy centrum miasta w XIX w.
Istotną rolę w handlowej historii Gniezna odegrało lokowanie miasta na prawie magdeburskim w 1239 r. Centrum życia przeniesiono z grodu na Wzgórze Panieńskie. Tam powstał Rynek z ratuszem i kramami a obok niego smatruz, czyli otwarta hala targowa, w której ustawione były ławy, a kupcy wystawiali na nich towar. Już od późnego średniowiecza w mieście handlowano w kilku miejscach. Jednym z najstarszych było Targowisko znajdujące się przy drodze do Pyzdr i sąsiadujące z Kawiarami i Cierpięgami. Źródła wspominają jeszcze o Targu Skórnym, który lokuje się na terenie Wójtostwa oraz Targu Solnym o niepotwierdzonej do dziś lokalizacji (południowa części Rynku w okolicach ul. Farnej lub w pobliżu Wójtostwa).

Suknem tylko w Gnieźnie!

Handlowy charakter miasta wzmocniony został w późniejszych wiekach. Na przełomie XIV i XV w. ożywił się handel ze Wschodem, który opierał się głównie na sprzedaży futer i skór zwierzęcych. Dla samego Gniezna najważniejsze znaczenie odegrały postanowienia pokoju zawartego z Zakonem Krzyżackim w 1435 r. Dzięki niemu miasto stało się jedynym w Wielkopolsce, w którym kupcy z krzyżackich Prus sprzedawali sukno. Natomiast w 1459 r. Kazimierz Jagiellończyk wydał zastrzeżenie, że kupcy zagraniczni mogą prowadzić handel w Gnieźnie i w Poznaniu tylko hurtowo. Więc aby nie złamać prawa, kupcy musieli sprzedać dużą ilość towaru, np. 12 beczek śledzi, które w dużej mierze trafiały do klientów ze Śląska.

Jarmarki nie tylko na Wosia

Od średniowiecza w Gnieźnie organizowano jarmarki, które przyciągały kupców z całego kraju. Dwa najważniejsze to Jarmark św. Wojciecha – patrona miasta odbywający się 23 kwietnia i Jarmark św. Bartłomieja organizowany 24 sierpnia. Mniej znany był jarmark organizowany w święto ruchome, czyli w niedzielę św. Trójcy. To właśnie dzięki organizowanym w Gnieźnie jarmarkom, miasto w późniejszych wiekach mimo różnych zawirowań wojennych, utrzymywało międzynarodowe kontakty handlowe. W pierwszej połowie XVIII w. August II nadał miastu przywilej organizowania dwóch kolejnych targów na św. Joanny - 26 lipca oraz na św. Franciszka - 4 października, a jego następca August III na jarmark w niedzielę po święcie Trzech Króli. Od czasów rozbiorów do drugiej połowy XIX w. utracone zostały kontakty handlowe z Małopolską i Mazowszem, a jarmarki obsługiwały jedynie lokalny rynek.

Na rynek po sprawunki

Najstarsze gnieźniaki do dziś mówią, że idą po sprawunki na Rynek, a myślą właśnie o placu targowym. Ta tradycja językowa ugruntowała się przez lata na przełomie wieków XIX i XX. Wówczas targowanie odbywało się właśnie na Rynku. Sprzedawano też zgodnie z nazwą placów: beczki i wiadra na Bednarskim Rynku, zieleninę na Zielonym Rynku. W nieco późniejszym czasie wielu gospodarzy z okolic wystawiało swoje stragany na halach targowych przyklejonych do ul. Warszawskiej.

Handel uliczny w PRL-u i po pieriestrojce

Z rozbudową miasta w drugiej połowie XX wieku pojawiły się nowe miejsca prowadzenia handlu na świeżym powietrzu. Sprzedawano m.in. przy ulicy Roosevelta, jak mówiono Rossyfelta, niedaleko obecnego parku Trzech Kultur i kultowej restauracji Parkowej, zwanej Panderosą, lub bardziej swojsko Banderozą. Pojawiły się także stragany na osiedlu Winiary. W latach przemian ustrojowych wielu sprzedawców zza wschodniej granicy handlowało przy ul. Paczkowskiego na wysokości tzw. „Piasków” (boiska) a przede wszystkim przy ul. Wyszyńskiego, gdzie kwitnął tzw. “Ruski Targ”. Tu można było kupić prawie wszystko: kleje, elektronarzędzia, zegarki, aparaty fotograficzne, zatem to co towarzysz Gorbaczow wypuścił “za zapadnoy granitsey”.

Pocztówka Markt und Dom koniec XIX wieku. Dzień targowy na Rynku

Historia Gniezna. Targowisko, okolice i... kałasznikow

Swoje towary „Ruscy” sprzedawali również na ówczesnym Placu 21 stycznia (obecnie Targowisko). Miejskie legendy mówią też o tym, że jak się człowiek starał to i karabin „AK 47” kupił. Dziś, jak pisaliśmy już, nie obowiązują dni targowe, samo targowisko wygląda schludnie i jak podkreślają gnieźniaki nieco bezdusznie. Nieco inaczej targowicho funkcjonuje przed świętami. Tu nadal jest tradycyjny ludyczny rytm. W grudniu na części od ulicy Wawrzyńca i w kilku innych miejscach Gniezna choinki i jemiołę sprzedają również przyjezdni, nie zawsze jednak górale. Często to właśnie na Targowichu można było w latach przełomu kupić karpia. Bogdan Bentyn i śp. Florek sprzedawali tu rybę i w innym czasie. W Wielkanoc, królują bazie i palemki oraz barwione na żółto lub biało gałązki i rzecz jasna gryszpan, lub jak mawiają szkolone gamonie bukszpan.
Pozostałości „dni dyszla” mamy szczątkowo na tzw. Halach. Tu wprawdzie też już nikt wozem konnym nie przyjeżdża, a od połowy lat 90 XX wieku nie handluje też ostatnia para, które swoje papierówki i klosy woziła wózkiem na dwóch kołach pchanym przez młodego mężczyznę. Jednak część rolników przyjeżdżała tu z własnymi towarami nadal tylko we wtorki i piątki, jak choćby sprzedający wspaniałe pomidory Kubaszaki z Żydowa, u których warto też kupić zdrowe niepryskane warzywa i polskie winogrona. Może i małe bździągwy ale smakują wyśmienicie.
Ta nieco skrócona historia przytoczona została tu dla jasności czym było kiedyś w życiu Miasteczka targowanie, że to ono wyznaczało rytm miasta. To też obraz tego co odchodzi, lub przenosi się w internet. Na szczęście nadal są zwolennicy kupowania marchwi czy kapuchy kiszonej bezpośrednio od pana Michała z ostatniego straganu w przedostatnim rzędzie, lub drugim, zależy z której strony wchodzimy na Targowisko, śliwek od Irka z Pyzdr, jabłek od Zawiei, a pomidorów od Kokota, ogórków od Szymańskiego czy serów z Ruchocina.

Literatura o gnieźnieńskim targowaniu

Przyglądając się obyczajom targowym, czy znaczeniu handlu dla folkloru miejskiego odnaleźliśmy także opisy targowiska we wcale nieodległej literaturze pięknej. Francuski pisarz Omer Neveux, znany też jako Jean Picardin, to tak naprawdę temat na odrębny artykuł. Jego związki z Gnieznem, małżeństwo z powiązaną z famułą Lange - panną Kozłowską oraz miłość do obyczajów Gniezna, wykracza jednak za projekt: Interaktywne Muzeum Gniezna 2021 - EtnoPolska2021. Dziś więc skupimy się na książce, nieco obszerniejszej noweli jak zaznacza sam Neuvex „Idylla w Białym Dworze”. Rzecz dzieje się w jednym z majątków na gnieźnieńskiej Kustodii. Fabuła miesza się tu z realnymi wydarzeniami historycznymi, nie to jest dziś jednak dla nas ważne.

Francuz patrząc z dystansem na Gniezno i jego rytm życia opisuje interesujące nas targowanie na Rynku:

„Onego czwartku śmiało się Gniezno do słońca, tonąc w złocistym pyle - był dzień targowy na Rynku tłum potrącał budy płócienne grożące każdej chwili zawaleniem. Lżono spokojnych kupców za ladami kramów. Traktując ich jak Żydów targowano się krzykliwie. Wieśniacy zawalili plac wozami wyglądającymi jak wózki dziecięce. Konie niespokojnie biły nogami, wstrząsały uprzężą. Zdawało się że połamią dyszle, do których przyczepione były tylko cienkim rzemieniem. Zbliżając do siebie nozdrza odnawiały znajomość. Mile drogi oddzielały ich stajnie, a co dwa tygodnie spotykały się tu naprzeciw tego samego słupka, albo tego samego trotuaru. W baranich czapkach w butach sięgających do kolan ich właściciele schodzili się w oberży gdzie sprzedawano wódkę.”

Zgodnie z duchem czasu i ówczesnymi uprzedzeniami pisarz pochodzenia francuskiego opisuje gnieźnieński targ na Rynku. Aż trudno w to wierzyć, ale konie w pobliżu targowiska przy Warszawskiej spotykały się do lat 70. XX wieku dwa razy w tygodniu. A gospodarzy w baranich czapkach, czy nieco później w czapkach z nutrii niezwykle modnych w Wielkopolsce i w butach do kolan, widywano jeszcze w latach 80. tegoż XX wieku.

I wypiwszy...

O dniach targowych, w dość szczególny sposób pisze także w opublikowanej w Nowym Jorku w 1956 roku, czytance dla Polonii Ewa Karpińska - Gierat. Tu mamy być może nie bardzo budujący obraz obyczajowości i folkloru, jednak dość prawdziwy.

„Do tradycji należało też obchodzenie jarmarcznych straganów, które dwa razy na tydzień pokrywały Rynek. Dni targowe musiały stanowić wydarzenie o dużej doniosłości w spokojnym żywocie Miasteczka, które mawiało, że środa jest najspokojniejszy dniem w tygodniu, no bo tak: w poniedziałek jest odpoczynek po niedzieli - i wypiwszy. We wtorek jest targ i wypiwszy. Środa jest najspokojniejszy dzień w tygodniu. W czwartek jest przygotowanie do targu: i wypiwszy. W piątek jest targ i wypiwszy.”

Cytowany fragment pochodzi z wersji opublikowanej w wydanej w USA książce „Korzenie i owoce” .

Rzecz jasna słynne końskie jarmarki, zatem i Targowisko Konne najpełniej opisał Zygmunt Karpiński, urodzony w Gnieźnie przy Farnej 1 powstaniec wielkopolski i wybitny ekonomista, który ratował polski złoty depozyt w czasie II wojny światowej.
„W innej części miasta przy ulicy Warszawskiej, której to historycznej nazwy rządy niemieckie nie zmieniały i która po przejściowym przemianowaniu na ulicę Stalina została w roku 1961 przywrócona, mieściło się Końskie Targowisko. Tu w końcu kwietnia na Świętego Wojciecha odbywały się Targi Końskie, których tradycja sięga XVI wieku, jeszcze na przełomie XIX i XX wieku Cieszyły się one dużym ożywieniem i powodzeniem handlowym i towarzyskim.
Zjeżdżali na nie ziemianie, chłopi, kupcy nie tylko z poznańskiego, ale również z dalszych stron, między innymi zza kordonu, aby pokazać lub przehandlować swoje rumaki szlachetnej krwi, silne konie robocze, czy nawet nędzne chabety. Dopiero w roku 1905 w związku z wojną rosyjsko-japońską rząd rosyjski zakazał wywozu koni, co odbiło się ujemnie na frekwencji i obrotach gnieźnieńskich Targów konnych. W związku ze zjazdami miłośników koni powstało w owym czasie w Gnieźnie Towarzystwo Wyścigów Konnych urządzające wyścigi na specjalnie zbudowanym torze pod Gębarzewem oraz konkursy hippiczne na stadionie przy szosie Wrzesińskiej.”
- cytujemy za książka Zygmunta Karpińskiego „O Wielkopolsce, złocie i dalekich podróżach” wydaną w 1971 przez PiW.

Znaczenie targowiska w życiu społeczności niewątpliwie ulegało zmianie. Nie można jednak nie docenić owego ludycznego i obyczajowego znaczenia handlu. Zwyczaje targowe wpisują się w pełni w znaczenia określenia etno w rozumieniu ludowości, a przede wszystkim społeczności miejsca i obyczaju. Wszystkie cytowane przez nas książki dostępne są w Bibliotece Publicznej Miasta Gniezna. „Idylla w Białym Dworze” użyczana jest jedynie w czytelni, za to jest to wydanie Langego z 1932 roku, tłumaczone przez Z. Chrzanowską dostępne jest według katalogu WorldCat tylko w dwóch bibliotekach na świecie. „Korzenie i owoce” Ewy Karpińskiej - Gierat również dostępne są jedynie w czytelni. Natomiast wspomnienia Karpińskiego „O Wielkopolsce, złocie i dalekich podróżach” można wypożyczyć.

W nawiązaniu do poprzedniego artykułu zamieszczamy rysunek Przemka Jarosza - Kaszalot na targowisku.
Wsparcie artykułu:
Magdalena Robaszkiewicz - MPPP
Sławomir Łubiński - IMG
Leszek Kabaciński - IMG
rysunek Przemek Jarosz

Szkoły wracają częściowo do nauki zdalnej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie