Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, który zginął na misji

Paweł Brzeźniak
Paweł Brzeźniak
Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, który zginął na misji
Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, który zginął na misji arch./Piotr Bernaciak
Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, który zginął na misji. Poznajcie, jakim był człowiekiem, jak wspominają go najbliżsi i znajomi.

We wtorek, 28 września o godz. 13.00 na na cmenatrzu przy ulicy Witkowskiej miało miejsce złożenie wieńca pod grobem śp. Jarosława Mackowiaka z okazji rozpoczęcia wojskowego memoriału poświęconego jego pamięci.
2 czerwca 2011 roku w wyniku ataku na polski patrol, do którego doszło w prowincji Ghazni, zginął starszy kapral Jarosław Maćkowiak. Służbę wojskową rozpoczynał w 2004 roku jako żołnierz służby zasadniczej w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu. W roku 2006 już jako absolwent Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu rozpoczął służbę w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej w Międzyrzeczu na stanowisku dowódcy drużyny regulacji ruchu w kompanii dowodzenia 1 batalionu piechoty zmotoryzowanej. W 2009 roku mianowany na stopień starszego kaprala, objął stanowisko dowódcy drużyny regulacji ruchu. W 2010 roku ukończył z wyróżnieniem kurs „LIDER” dla najlepszych dowódców. Był mieszkańcem Gniezna. Była to jego druga misja w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie.

Był czternastokrotnym mistrzem Wojska Polskiego w tenisie stołowym. Karierę tenisisty stołowego rozpoczął przed wieloma laty w KKS Stella Gniezno. Grał także w drugoligowej Łobzonce Wyrzysk, w pierwszoligowym KS Krotosz Krotoszyn, a w roku 2011 bronił barw KS „Anioła Kostrzyn Wlkp., grając w II lidze. Wiele razy startował w finałach Mistrzostw Polski oraz w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Juniorów, zdobył także Wicemistrzostwo Polski Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych. Był wielkim fanem FC Barcelony.

Za wybitne osiągnięcia sportowe w 2010 roku (zdobycie trzech złotych medali podczas mistrzostw Wojska Polskiego w tenisie stołowym) wyróżniony został przez Ministra Obrony Narodowej tytułem „Asa sportu powszechnego".

Decyzją Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, za wybitne zasługi w działaniach prowadzonych podczas operacji wojskowych przeciw terroryzmowi, za wykazaną odwagę i osobiste męstwo st. kpr. Jarosław Maćkowiak został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego i awansowany do stopnia młodszego chorążego.

"O niektórych osiągnięciach po prostu nie mówił"
-. Mam z Nim wiele pozytywnych wspomnień, czasem ciężko cokolwiek powiedzieć. Mija już 9 rok bez Jarka, dopiero teraz widzę jak ten czas szybko ucieka, mimo że dla najbliższych wydaje się, jakby to stało się wczoraj, czas się zatrzymał. Każdy kto znał mojego brata, ma z Nim pozytywne wspomnienia, bo był to naprawdę przyjazny człowiek, pełen pasji, zwariowany, towarzyski a przede wszystkim ambitny, dążył do realizowania swoich marzeń - przyznaje Agnieszka Szymańska, siostra Jarka. - Szkoda że teraz mówi się o Nim w czasie przeszłym... Gdyby wiedział, że patronuje on zawodom w tenisie stołowym, na pewno czułby dumę, zwłaszcza że był skromnym człowiekiem i o niektórych osiągnięciach po prostu nie mówił. Po śmierci zostaje tak ładnie uhonorowany zarówno przez wojsko, jak i przyjaciół - dodaje.

Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, który zginął na misji

Jarosław Maćkowiak - wspomnienie jedynego gnieźnianina, któr...

Co roku w Gnieźnie są rozgrywane zawody - memoriał tenisowy. Tegoroczny odbył się kilka dni temu. - Jesteśmy bardzo dumni, że już kolejny raz udało się je zorganizować, co roku jesteśmy pod wrażeniem, że przyjeżdża tu tak wielu zawodników. Samą obecnością oddają oni część Jarkowi, ale jest to też dla nas takie duchowe wsparcie, że o Nim się po prostu nie zapomina. Mogłabym dużo opowiadać, sam o sobie powiedziałaby, że jest żołnierzem, sportowcem, fanem FC Barcelony, U2... Dla nas oprócz tego był najbliższym przyjacielem, mi nigdy nie odmówił pomocy. Zostanie w naszej pamięci jako wiecznie młody człowiek, który patrzy teraz i opiekuje się nami z góry - dodaje siostra żołnierza.

Robert Maćkowiak podkreśla, że dla jego brata była to druga misja. - Zginął w trakcie natarcia. Był 14-krotnym mistrzem Wojska Polskiego w tenisie stołowym. Jest wpisany w Księgę osób i instytucji zasłużonych dla Rzeczpospolitej. To był duży cios dla naszej rodziny. Jestem dumny z niego. Ja bym nie miał tyle odwagi. Dlatego dużym szacunkiem darzę żołnierzy, którzy podjęli to wyzwanie i walczyli poza granicami kraju - dodaje Robert, który sam służy w Wojskach Obrony Terytorialnej.

"Trener wiedział, że ma diament do oszlifowania"
- Jarek był młodszy ode mnie, ale po pewnym czasie taka różnica się zaciera, tym bardziej jak się jest takim otwartym dla ludzi, jak Jarek. Mieszkał za płotem hali sportowej, starej hali przy ulicy Konopnickiej i na początku przychodził podglądać starszych zawodników. Kiedy chwycił rakietkę do ręki, trener wiedział, że ma diament do oszlifowania - wspomina Arkadiusz Zawada, także żołnierz i tenisista, którzy dobrze znał Jarosława Maćkowiaka. -

Wkrótce trafił do pierwszej drużyny Stelli Gniezno, gdzie w szybkim czasie stał się liderem tego zespołu. Następnie swoje kroki skierował do Wyrzyska, gdzie grając w zespole Łobzonki upomniało się o niego wojsko. Odbył zasadniczą służbę wojskową w Poznaniu, a następnie zdał egzaminy do Podoficerskiej Szkoły Zawodowej, także w Poznaniu. - Od tego momentu pojawiła się jego druga miłość, czyli wojsko – pierwsza tenis, druga wojsko… nie wiem co kochał bardziej - podkreśla A. Zawada.

W roku 2010 podczas Mistrzostw Wojska Polskiego Jarek zdobył trzy złote medale (drużynowo, indywidualnie oraz w grze podwójnej) i został uznany przez Ministra Obrony Narodowej, Jerzego Szmajdzińskiego, „Asem Sportu Wojskowego. Znalazł się wśród takich Asów jak Sylwia Bogacka - medalistka olimpijska z Londynu, Damian Janikowski - olimpijczyk, brązowy medalista w zapasach z Londynu, Piotr Małachowski - srebrny medalista w rzucie dyskiem z Rio de Janeiro i wielu innych.

- Jarek zawsze chciał być pierwszy, nawet tego tragicznego dnia w Ghazni, 2 czerwca 2011 roku, jechał pierwszy swoim "rośkiem", kiedy wpadli w zasadzkę. Zapamiętam go jako człowieka, który był zawsze uśmiechnięty, z perspektywami na przyszłość, koleżeński, odważny i pomocny. Koledzy, którzy z nim służyli mówili, że miał na każdy problem 10 rozwiązań. Bardzo dobrze, że pamiętamy rozgrywając ten Memoriał poświęcony Jarkowi, ale jest to dowód pamięci dla wszystkich, którzy zginęli pod sztandarem Rzeczypospolitej - podkreśla A. Zawada.

Były poseł PO przechodzi do Hołowni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie