Niechanowo. Mama wszystkich wychowanków. Kierowniczka ośrodka dla „trudnej” młodzieży o wyjątkowej pracy. „Robię to dla nich”

Hanna Komorowska-Bednarek
Hanna Komorowska-Bednarek
Wśród pięknych drzew w rozległym parku w Niechanowie w powiecie gnieźnieńskim znajdują się zabytkowe zabudowania niegdysiejszego pałacu zamożnej rodziny. Dziś znajduje się tam Ośrodek Szkolenia i Wychowania OHP, w którym mieszka i uczy się młodzież, która nie miała łatwego życia.

Za dziedzińcem w kształcie koła, po wjeździe przez mury z czerwonej cegły znajduje się żółto-biały pałac z kolumnami, przy których urządzono ogródek. Gdy budowano klasycystyczny budynek w 1785, nikt nie myślał, że w pięknych zabudowaniach kiedyś uczyć się, szkolić i żyć będzie młodzież t r u d n a.

Ośrodek Szkolenia i Wychowania w Niechanowie należy do Ochotniczych Hufców Pracy. Do internatów przyjmowani są uczniowie klasy siódmej, ósmej i pierwszej oraz drugiej i trzeciej klasy szkoły branżowej w zawodach stolarz, ogrodnik i kucharz. Szkoły prowadzi jako oddział zamiejscowy Edukacja Lubasz.

Do ośrodka trafia młodzież zagrożona wykluczeniem społecznym demoralizacją, lub warunki w domu są tak dramatyczne, że kuratorzy i sądy twierdzą, że lepiej będzie, gdy młodzież trafi do Niechanowa. Tam spędzają pięć dni w tygodniu i kontynuują naukę.

Kierowniczką ośrodka jest Agnieszka Nowacka. Mogłoby się wydawać, że kobieta nie będzie w stanie trzymać na wodzy aż 60 chłopaków z problemami (kilkanaście dziewcząt stanowi grupę dojeżdżającą na zajęcia), jednak nic bardziej mylnego. Postawna blondynka z poczuciem humoru i bardzo miłym usposobieniem doskonale panuje nad chaosem, który generują jej nadaktywni podopieczni.

- Jesteśmy nauczeni doświadczeniem, że w ciągu ostatnich lat, dzięki dodatkom, a głównie 500 plus stopa życiowa podniosła się wielu rodzinom. Dlatego chłopacy chcą jeździć do domów

– opowiada. Utrudnieniem dla młodzieży stało się wycofanie kursów wielu autobusów. Czy dzięki programowi pięćset plus ośrodek ma mniej wychowanków? Nie. Jest inaczej, ale nadal bardzo podobnie. Przykład?

Nie ma już matek chlejących – twierdzi Agnieszka Nawrocka. -

Teraz mamy do czynienia z matkami sączącymi. To już nie są kobiety, chlejące na umór i padające na kanapę. Teraz matki alkohol sączą i pilnują, aby nie zostać złapanym

– relacjonuje. Wszak wraz z dzieckiem przepaść może pięćset plus i zasiłki. Czy zmieniło się coś w dzieciach patrzących, jak ich mama jest coraz bardziej pijana?

Dużym problemem wśród młodzieży z problemami jest przemoc psychiczna, coraz częściej spotykana we współczesnych rodzinach. Czasem bardziej bolesna niż przemoc fizyczna. Dziecko, które nie zazna miłości, wsparcia i docenienia, nie będzie w przyszłości w stanie pokazywać uczuć. A to odbija się na dalszym dorosłym życiu prywatnym i zawodowym. Jak relacjonuje kierowniczka OHP w Niechanowie, z przemocą psychiczną ona i kadra pedagogiczna ma do czynienia znacznie częściej niż kiedyś.

- Przyszedł do mnie kiedyś uczeń bardzo poraniony przez życie, nie miał wsparcia ani w matce, ani w ojcu. Powiedział coś, co mną wstrząsnęło: „wolałbym dostać w ryj niż żeby ojczym siedział na łóżku i opowiadał, jaki jestem beznadziejny”

– a to tylko wierzchołek góry lodowej problemu.

Chłopaki z Ośrodka w Niechanowie

W internacie położonym kilkaset metrów od pałacu mieszka ponad 60. chłopaków. Część z nich pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych, przemocowych i z problemami alkoholizmu. Są to często dzieci, które nie zaznały miłości w życiu, a jedyne co im dali rodzice, to, jak mówią tutejsi doświadczeni wychowawcy, „strzał w pysk”.

- Oni są strasznie poharatani w środku. To, że on idzie w bluzie, że się buja, że rzuci petem lub kurwnie pod nosem, to coś, co zbudował, aby przetrwać życie prowadzone na zewnątrz. A ono często jest tak ciężkie, że my dorośli nie dalibyśmy sobie z nim rady. Nie są temu winni, że zostali dramatycznie pokrzywdzeni przez życie

– wyjaśnia kierowniczka, która zarządza internatem, ale jednocześnie jest dla swoich wychowanków czymś w rodzaju „dobrej cioci”, a nawet substytutem matki..

Rozmawiam z nią jej małym, lecz przytulnym gabinecie. Mimo, że jesteśmy zamknięte co rusz do drzwi puka podopieczny, wypytując o korespondencję z domów rodzinnych, sprawy prywatne, czy prosząc o… papier toaletowy, który w gabinecie kierowniczki stoi na honorowym miejscu – na stoliku w kącie, zaraz obok drzwi.

- Celowo ograniczamy ilość papieru toaletowego w ubikacjach. Gdy zostawialiśmy tam zapasy, notorycznie zapychali ubikacje

– mówi kobieta, dodając z uśmiechem „to nasze małe diabły”.

Agnieszka Nowacka rozpoczęła prace w OHP Niechanowo 17 lat temu, jako wychowawczyni w internacie. Przeszła całą długą ścieżkę kariery, aby zostać kierownikiem. Udało jej się stworzyć wspaniały zespół wychowawców i pedagogów. W ciągu tych kilkunastu lat była uczestniczką dramatów, załamań, wzlotów i upadków, a nawet śmierci podopiecznych placówki. Jak podkreśla, zawsze zostaje w niej pytanie „czy zrobiliśmy wystarczająco dużo”?

Przypomina jej się historia Marcina, który na co dzień nie panował nad emocjami i miał problemy z prawem. Na miesiąc przed Wigilią nie pojawił się w ośrodku. - Pojechałam pod jego adres. To co zastałam, było wstrząsające – wspomina kobieta. W małym mieszkaniu wśród bałaganu przy gazowej kuchence stał wychudzony Marcin. Mieszał w garnku zupę. „Wie pani, niedługo Wigilia, to ugotowałem grochówkę, żeby dzieci miały co jeść”. Do jego nogi przyklejona była dwuletnia siostra. Matka pijana spała w pokoju obok. Pod głową miała rozłożony ręcznik. Jej syn co kilkanaście minut musiał sprawdzać, czy leży na boku. Leżąc na wznak, mogłaby udusić się swoimi wymiocinami.

Chłopak, który był na granicy kryminalnej przyszłości, wdawał się w bójki i miał narkotykowe przygody, dzięki pomocy pedagogów z ośrodka wyszedł na prostą, został stolarzem. Gdy skończył 18 lat, adoptował swoją małą siostrę i wyemigrował do Niemiec. Matka zmarła w następną Wigilię. Takich Marcinów jest w ośrodku dużo, ale nie oznacza to, że każde dziecko demoralizacji, biedy i alkoholizmu można uratować.

"Nikt z nas nie jest Bogiem"

- Po tylu latach pracy wychodzę z założenia po tylu latach pracy, że nie da się ich wszystkich uratować. Nikt z nas nie jest Bogiem

– mówi Nowacka, wspominając: w pamięci utknęła mi historia Marka.

Nastolatek miał tylko matkę, biedę i trzeciego ojczyma w ciągu roku. W ośrodku odkryto, że bierze narkotyki, co musiało poskutkować wydaleniem z placówki. Nowackiej udało się załatwić chłopakowi odwyk w Monarze. Początkowo szło mu dobrze, po czasie stał się pełnoletni i kontakt się urwał. Do ośrodka doszły słuchy, że chłopak widziany był na jednym z dworców w okolicznym dużym mieście. Wszystko wskazywało na to, że sprzedawał się za pieniądze, by mieć na narkotyki. Szukali go. Bez skutku. Pewnego dnia jego ciało zostało znalezione w przydworcowym parku.

Taki historii jak Marcina i Marka niechanowskie mury słyszały już setki.

Mimo 17 lat praktyki, każda historia tak samo porusza kierowniczkę ośrodka, który jest też domem dla skrzywdzonej młodzieży. Przynajmniej raz w roku Agnieszka Nawrocka mówi sobie: a rzucę to wszystko w pioruny, niech się dzieje co chce. Dlaczego nie rezygnuje?

- Robię to dla chłopaków

– odpowiada bez zastanowienia.

Imiona bohaterów tekstu i szczegóły z ich życia zostały zmienione.

Niechanowo. Mama wszystkich wychowanków. Kierowniczka ośrodka dla „trudnej” młodzieży o wyjątkowej pracy. „Robię to dla nich”

[g] xx[/g]

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie