Paulina Hennig-Kloska: "Ciężko siedzi się obok patrząc, jak inni psują Polskę"

Paweł Brzeźniak
Poseł Paulina Hennig-Kloska
Poseł Paulina Hennig-Kloska profil na FB Pauliny Hennig-Kloski
Jak posłanka Nowoczesnej z Gniezna radzi sobie ze stresem w nowej roli? Ile zdrowia kosztuje ją nowe zajęcie? Co ją denerwuje w Sejmie? O tym z Pauliną Hennig-Kloską rozmawia Paweł Brzeźniak.

Dosłownie przed chwilą zawiozła Pani swoją młodszą córkę do przedszkola, za chwilę czeka Panią wyjazd do Poznania, a potem do Warszawy. Jest ciężko?
- Jestem przyzwyczajona do tego, że łączę życie zawodowe z rodzinnym. Wyjeżdżając z domu muszę mieć komfort, że wszystko gra. Tydzień spędzony poza domem jest dla mnie bardzo dużą męczarnią, ogromnie tęsknię za rodziną. Standardowe dwa dni posiedzenia są do wytrzymania. Myślę, że rodzina i ja przyzwyczajamy się do tej rozłąki.

Zarówno kampania, jak i bieżąca praca w Sejmie dają się we skutki. Widać to po Pani zdrowiu.
- Leczę schorzenia zaniedbane po kampanii wyborczej. Mam problem z oczami, ale też ze stopami, na których są jeszcze z tamtych czasów odciski. Nie ma tak naprawdę czasu na zwolnienie lekarskie. Jako odpowiedzialna mama, ale też pracownik, swoje sprawy stawiam na ostatnim miejscu.

Jak odnajduje się Pani na korytarzach sejmowych? Czy posłowie z doświadczeniem parlamentarnym pomagają, udzielają wskazówek, odpowiadają na pytania?
- Jako klub Nowoczesna staramy się być samodzielni, dlatego szybko musimy się uczyć, trzeba było szybko opanować np. regulamin sejmowy. Jest to pewnie jedna z najnudniejszych lektur, do której przyszło mi zasiąść, ale trzeba było przez nią przebrnąć. Dzięki temu, że nasz klub jest mały, każdy ma zadania, w zamian za to pracowity poseł ma duże szanse na to, żeby się wypromować.

Niektórych wyborców zastanawiają relacje między gnieźnieńskimi parlamentarzystami na Wiejskiej. Czy pomimo tego, że jesteście z innych frakcji, rozmawiacie ze sobą, konsultujecie się? A może jest tak, że nie mówicie sobie nawet „dzień dobry”?

- Absolutnie jest tak, że jeśli widzimy się z posłami, to zawsze się witamy, i rozmawiamy w zależności od możliwości czasowych. To, co się dzieje na sali sejmowej, trzeba tam zostawić. Tak dla zdrowia psychicznego. Nie można tego zabierać na korytarze sejmowe, czy tym bardziej do Gniezna czy Poznania.

Co było dla Pani największym zaskoczeniem po rozpoczęciu pracy sejmowej?

- Sposób stanowienia prawa w Polsce. Przy trudniejszych ustawach niektórzy posłowie nie wiedzą, za czym głosują. Wystarczy tylko wyobrazić sobie sytuację, kiedy posłowie 20 minut przed głosowaniem ustawy dostają ważne poprawki. Inny przykład. O 10:00 dowiadujemy się, że o 13:30 odbędzie się Konwent Seniorów i będą tam omawiane kolejne, nowe punkty obrad i wchodzi ustawa o Trybunale Konstytucyjnym. Debata zaczyna się godzinę później. Poprawki pojawiają się w czasie obrad na poselskich tabletach. Jak ktoś umie podzielić uwagę między tym, co mówi osoba znajdująca się na mównicy, a czytaniem poprawek, to się z nimi zapozna, a jak nie, to ma do wyboru zaniedbanie jedną z dwóch czynności. Ubolewam nad faktem, że termin posiedzenia jednej z komisji nakłada się czasami z inną, i muszę wybrać, która komisja jest dla mnie ważniejsza. Jadąc do Sejmu nie znamy wszystkich tematów, które będą omawiane. Tempo prac jest bardzo podobne do tempa kampanijnego. Kiedy wracam z Warszawy, to mam poczucie dobrze przepracowanych dwóch dni. W związku z tym, że pracuję w komisji finansów publicznych, będę opiniowała dla Nowoczesnej szereg ustaw. Poza tym muszę przyznać, że w Sejmie jest za dużo „papierologi”. Mam spore doświadczenie w życiu korporacyjnym i wiem, że te dokumenty można byłoby skrócić do 1/3 lub 1/4. Jako Nowoczesna na pewno będziemy chcieli w przyszłości doprowadzić do poprawy organizacji pracy naszego parlamentu.

Co jest dla Pani większym utrudnieniem? Dojazdy, nawał pracy, a może coś innego?
- Gdyby PiS zajęło się budżetem, a nie przejmowaniem władzy tam, gdzie nie powinno tego robić, to nie musielibyśmy spędzać tyle czasu „na starcie” w Warszawie. Najtrudniejsze jest to, że przeciąga się organizowanie biur w okręgu. Kończymy remont i mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli otworzyć je dla naszych mieszkańców.

Pani pierwsze wystąpienie na mównicy sejmowej dotyczyło związków partnerskich i prawa do aborcji. Dlaczego wybrała Pani właśnie ten temat?
- Wychodziłam na mównicę po expose pani premier Beaty Szydło. Przede mną było już z pięćdziesiąt osób. Wiele ważnych tematów już padło, więc nie ma sensu powtarzać pytań po poprzednikach. Kwestii świątopoglądowych nikt nie poruszał. Choć pewnie nie będą mnie osobiście dotyczyć, wiem, że są one jednak ważne i dotyczą wielu wyborców. PiS ma bardzo skrajne podejście do wielu kwestii światopoglądowych. Temat aborcji był poruszany pod koniec poprzedniej kadencji Sejmu i wiemy, że PiS głosowało za zaostrzeniem prawa w tym zakresie. Sprawa związków partnerskich wciąż jeszcze nie jest uregulowana, co też oddala nas od Europy.

Czy doświadczenie pracy w mediach pomaga w tym, aby nie stresować się podczas nagrań dla ogólnopolskich stacji informacyjnych?
- Stres był zawsze, ale teraz po mału mija. Teraz występuje się w zupełnie innej roli. Przygotowanie, w postaci pracy w mediach, na pewno pomaga. Mam tak, że jeśli nawet stresuję się przed wejściem na antenę, stres mija kiedy zaczyna się rozmowa. Powiedzmy sobie szczerze, rola dziennikarza jest łatwiejsza. Mam trochę rozmów za sobą, więc każda kolejna jest łatwiejsza. Tak samo jest z wejściem na mównicę. Jestem skromnym człowiekiem, który czuje efekt mobilizacji.

Przed rozpoczęciem nagrania wspomniała Pani o tym, że woli Pani dyskutować w szerszym gronie polityków.

- Tak, bardzo lubię debaty. Dla mnie łatwiejsze i ciekawsze są te rozmowy, gdzie są przedstawiciele innych partii politycznych. Wolę je, nawet, jeżeli współuczestniczą w nich rasowi politycy z pierwszych stron gazet - z PO czy PiS. To nie jest dla mnie paraliżujące, ale napędzające.

W związku ze sprawą wokół Trybunału Konstytucyjnego napisała Pani na Facebooku: „Po raz pierwszy zawahałam się, czy aby na pewno dobrze się stało, że zostałam posłem”.
- Ostatecznie stwierdzam, że dobrze się stało. To, że prezydent zwołał naradę szefów klubów parlamentarnych, to efekt szumu, jaki wokół tej sprawy wywołała min. Nowoczesna. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Gdybyśmy jako posłowie Nowoczesnej nie wyszli masowo na mównicę, to ludzie nie włączyliby telewizorów, a stacje telewizyjne nie pokazałyby tego posiedzenia Sejmu mimo tak późnej godziny. Miałam wtedy moment zawahania gdyż ciężko siedzi się obok patrząc, jak inni psują Polskę, nie mogąc nic zrobić, poza mówieniem. Widzę jednak, że mówienie też jest ważne, może przynieść jakiś skutek. W takich momentach jak wspominana noc, mamy do dyspozycji tylko mównicę i czerwony przycisk, jednak to pokorne uczenie się roli opozycji, tez ma swoja wartość. W swoim życiu zawodowym miałam duże przełożenie na to, co się dzieje, dziś muszę się z tym #liczyć że druga strona ma więcej głosów. To ważna lekcja, która dobrze odbyta może w przyszłości ułatwić przejęcie władzy.

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie