Historia Gniezna: Lewandowski zrujnował mydlarnię? 100 metrów historii ulicy Rzeźnickiej

Jarosław Mikołajczyk, Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie
Ulica Rzeźnicka. Wybierzmy się jednak na spacer ulicą pełną tajemnic, wspaniałych samochodów, ale też mydła, fałszerstw i malwersacji, zanim cokolwiek się zmieni.

To mniej więcej 100 metrów zabudowy, zwykliśmy opowiadać o historii konkretnych rodzin, domów, podwórek. Dziś o ulicy, która równie dobrze mogłaby nazywać się Ulicą Marzycieli, jak książka Mac Liama. 

Dziś, kiedy przechadzamy się centrum, rzadko myślimy o tym, że kiedyś: warsztaty, gescheft, czy Unternehmen właśnie na tych małych uliczkach rozwijali tu: Polacy, Żydzi i Niemcy. 

Przy Rzeźnickiej 1, jeszcze przed wojną ustawiały się kolejki do piekarni. Tutaj szneki z glancem, ale i po prostu chleb w składzie Brachela cieszyły się wzięciem. Historia lubi się powtarzać. Dziś mamy tu także cukiernię. Najstarsi mieszkańcy sąsiednich domów, jeśli nawet sami nie pamiętają smaku tych wyrobów mówią, że dla ich rodziców to było ważne miejsce. Ponoć też zdarzało się, że jakieś biedniejsze dziecko czasem dostało z dobroci serca jakąć bułkę od Władysława Brachela. Firma posiadała swój telefon zarejestrowany z numerem 278. Jak mówią miejskie legendy, choć nie prowadziła piekarnio-cukiernia Brachela wypieku na zamówienie, ci którzy byli stałymi klientami mieli sposobność zarezerwować dla siebie chleb telefonicznie. 

W podwórku, poprzez które można wejść do tajemniczego ogrodu z fontanną, którą widać jedynie z okien “muzycznej” (o samym ogrodzie napiszemy przy innej okazji) pracowali kotlarze i spawacze Jana Cieślewicza. Tu poza wyrobami z miedzi gnieźnianki przed wojną mogły przyjść coś fachowo pospawać. Wprawdzie nie ocalały szuszfole, w których spawali sztyfci od Cieślewicza, do dziś można zobaczyć tu piękny budynek spichlerza po piekarni i ślady warsztatu Cieślewicza. To właśnie przez bramę spichlerza wejdziemy do ogrodu z fontanną źródełka. 

Pierwsza polska mydlarnia zniknęła bezpowrotnie w ubiegłym roku. To okazja do przypomnienia jej dramatycznej historii. 

O budynku Mydlarni tak naprawdę poza mieszkańcami Rzeźnickiej 7 i szczęściarzami, którzy mieli okazję zajrzeć na podwórko w Gnieźnie, wiara po prostu zapomniała. Piękny mur pruski obudowany przez kamienicę stojącą na winklu Chrobrego/Rzeźnicka schowany był przed okiem przechodnia. Wnikliwi pamiętają jedynie niewielki szczyt budynku widoczny z pierwszej bramy po prawej idąc do Zielonego Rynku. 

Zacznijmy jednak od początku. Pierwszą w Gnieźnie niewielka mydlarnie otworzył przy ulicy Horna, dziś Mieszka I Max Izrael w kwartale żydowskim. Prosperowała nieźle, jednak spektakularnych sukcesów nie odniosła. Max Izrael prowadził swój geschaft mało nowocześnie. W tym czasie - około 1890 roku większość jednak produkcji mydeł i proszków znajdowała się w rękach żydowskich i częściowo niemieckich.  Tak przynajmniej podaje periodyk przemysłowy z początku XX wieku. Tutaj też gnieźnieńska mydlarnia Zwierzyńskiego stawiana jest jako wzór do naśladowania, choć autorzy uprzedzają przemysłowców polskich, że w Wielkopolsce mydlarnie to interes trudny, bo niemiecka konkurencja i żydowska silne. Zwierzyński otworzył swoja mydlarnię jeszcze przed 1899 roku. Niektóre źródła podają, dla równego rachunku 1900 r. W przeciągu kilku lat doprowadził firmę do tego, że w produkcji znalazły się: mydła do prania, proszki ale też mydła toaletowe. Jeśli uświadomimy sobie, że cały czas rozmawiamy o działalności przemysłowej sprzed Powstania wielkopolskiego, to fakt, że Mydlarnia zatrudniała blisko 60 osób stawia ją wśród najprężniejszych w pełni polskich firm nie tylko na terenie zaboru pruskiego. 

Już na P.W.K w 1908 roku stoisko gnieźnianina było jednym z tych, które przyciągały uwagę odwiedzających. Ponad 3 metrowa piramida zbudowana z mydeł różnego rodzaju, stanowiła centrum targowej wystawy Piotra Zwierzyńskiego. Jak podkreśla Artur Gusłowski w Pamiętniku Wystawy Przemysłowej z tego roku wydanym przez Kupca” właściciel firmy nie tylko miał zmysł do interesu, ale też potrafił należycie swoje mydła prezentować”. Po kilku latach produkcji mydła twarde i w kawałkach z nazwiskiem Zwierzyński - Gniezno były do kupienia w większości składów całej Wielkopolski i Pomorza oraz Kujaw. Jak wspominają nasze babcie nic nie prało lepiej jak gnieźnieński proszek mydlany Pezol. Sporą sprzedaż miał także drugi proszek pod nazwą Alfa. 

Sukces mydlarni Zwierzyńskiego to chyba pierwsze poważne osiągnięcie przemysłowego Gniezna. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę czas jeszcze rozbiorowy. Nawet fabrykanci niemieccy z Pomorza i wielkopolski podkreślali, że P. Zwierzyński stosuje 
neueste Technologien i dlatego, niekiedy Niemcy wybierają jego wyroby, zamiast bardziej reklamowanych niemieckich. Akuratna wielkopolska robota przyniosła olbrzymi sukces Zwierzyńskim. 

Okazało się jednak, że w czasach bardziej przyjaznych polskiemu biznesowi w Gnieźnie, kiedy Różakolski tworzył swoje centryfugi a Nakulski Smoka, mydlarnia podupadła. Okazało się bowiem, że Zwierzyński zaufał nieodpowiednim ludziom. Kierownik fabryki dość regularnie wyprowadza pieniądze.Pod koniec lat 20. XX wieku zaczęły się pewne opóźnienia w wypłatach dla pracowników, co wcześniej nigdy w Mydlarni nie miało miejsca. Tadeusz Zwierzyński ówczesny właściciel mógł zapewne jeszcze kontynuować produkcję, tak naprawdę więc pozostaje tajemnicą przyczyna zniknięcia jednej z najprężniejszych w historii Gniezna firm. Rzecz jednak otarła się o kryminał. Władysław L. kierownik zakładu pochodzący z Poznania systematycznie osłabiał firmę defraudują pieniądze, jak twierdzi Tadeusz Zwierzyński. Dowodem na to jest choćby anons w Dzienniku bydgoskim z 25 maja 1929 roku. Czytamy w nim. “właściciel fabryki mydła Zwierzyński Tadeusz zgłosił iż w ostatnich miesiącach sprzeniewierzył na jego szkodę były kierownik jego fabryki Władysław Lewandowski z Poznania ulica Szwajcarska 26 około 6.000 zł.” Sam anons nie rozwiązuje do końca pytania o przyczynę upadku, daje jednak oprócz ważnej informacji o sytuacji firmy świetne tło towarzysko - społeczne. Już samo podanie nazwiska malwersanta budzi dziś zdziwienie, co tu mówić o publikacji adresu. Warto też uświadomić sobie, że wymienione 6000 zł, które nie były całkowitą kwotą wyprowadzona z zakładu, to blisko 30 wypłat dla pracowników. Jak dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili od rodziny Zwierzyńskich istniały także inne bardziej tajemnicze okoliczności zamknięcia firmy. O tym napiszemy wkrótce. Dziś napisaliśmy jedynie o dwóch mieszczących się naprzeciwko siebie posesjach. To tylko część historii z ulicy Rzeźnickiej o braciach Waberskich i przedwojennym warsztacie samochodowym Plucińskiego niebawem. W następnym odcinku losy konkretnego człowieka, prawdopodobnie zamordowanego przez SB. O Bogdanie Gruszczyńskim, który tuż po wyjściu z komunistycznego więzienia, w którym siedział za udział w Podziemnej Armii Skautowskiej popędził na motorze do Poznania. I z marszu włączył się w organizację Poznańskiego Czerwca - tu również został zatrzymany.

Szneka z glancem – drożdżówka z lukrem
Szuszfol – fartuch skórzany używany przez kowali, spawaczy i mechaników
Sztyft – uczeń, młody pracownik
Akuratny – właściwy, fachowy

Pomoc w pozyskaniu materiałów archiwalnych: Leszek Kabaciński i Sławomir Łubiński.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Miło, że publikujecie teksty gimnazjalistów. Niech wiedzą, że nie matura, a chęć szczera.

Dodaj ogłoszenie