Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Historia Gniezna. Wawrzyniecka, Krasickiego, Wawrzyńca. Historie ulicy

Paweł Brzeźniak
Paweł Brzeźniak
Ulica Wawrzyńca to fyrtel pełen kontrastów, tutaj miały miejsce włamania i kradzieże, ale też mieszkali tu wybitni gnieźnianie. Dziś, podobnie jak całe Cierpięgi, nosi w sobie koloryt dawnej historii mieszczaństwa z przedmieścia, ale i powojennych zasiedleń z przydziałów. Mówi się, że to taka gnieźnieńska Praga - w zestawieniu z jedną z warszawskich dzielnic o tej nazwie. Dla gnieźnian dzielnica dumy i uprzedzenia. Materiał autorstwa Jarosława Mikołajczyka z MPPP.

Włam do rzeźnika

Czy rzeźnik po Galantowicz u jest najstarszym działającym dziś składem mięsnym? Na pewno, patrząc na wnętrze, trudno byłoby w to uwierzyć. Nie ma tu tak pięknych kafelków i posadzki jak w składzie na rogu Krzywego Koła i Dąbrówki. Tam jednak nie ma już składu mięsnego. Nie stoi też tam od lat, wspominany przez gnieźnian, pan z saturatorem, który sprzedawał na szklanki czystą lub z sokiem - wodę gazowaną, jak mawiali gnieźnianie: „psytkę”.

Historia Gniezna. Wawrzyniecka, Krasickiego, Wawrzyńca. Hist...

Właściciel mięsnego przy Wawrzynieckiej 29, bo tak się przed wojną nazywała ulica, jak mawiają najstarsi, nie tylko miał porządna „habaninę” z gospodarskiego uboju, ale zdarzało się, że i dziczyznę. Co pewnie potwierdza jego przynależność do władz Bractwa Kurkowego. O leberce (wątrobianka w gwarze poznańskiej) i kiełbasach od Galantowicza do dziś krążą miejskie legendy. Muzealny Detektyw, zainspirowany kwerendą Sławomira Łubińskiego, zaczął drążyć jednak sprawę dość częstych kradzieży u Galantowicza i innych okolicznych sprzedawców.

Jak to bywa zazwyczaj, pierwsze podejrzenia padły na okolicznych mieszkańców. Większości drobnych kradzieży, jak ustaliła policja w międzywojniu, dopuszczali się tu nastoletni ejbrzy, którzy na Końskim Targu vis á vis rzeźnika ganiali się z felgą lub puszczali bąki. To były jednak zazwyczaj szabry jednej dwóch kiełbas, które zdążyli spałaszować w pobliskich bramach, zanim sprzedawczynie się zorientowały. Jednak kiedy z magazynów w sklepie ginęły większe ilości towaru, śledztwo o kryptonimie „Rzeźnik” rozbudziło emocje całej ulicy.

Właścicielem składu był Józef Galantowicz. Trudno dziś ustalić, kiedy rozpoczął swoją działalność, jednak znany był w latach 20. XX wieku. Jednym ze źródeł na to wskazujących jest notka prasowa z 2 lutego 1922 roku z gazety „Lech”: „Dnia 8.1.22. r. włamali się sprawcy do piwnicy p. Galantowicza Józefa przy Wawrzynieckiej gdzie skradli znaczną ilość wyrobów mięsnych. Sprawców wypośrodkowano i osadzono w więzieniu przy Sądzie Okręgowym”.

Jak wspominają starzy mieszkańcy ul. Wawrzyńca, mówiło się, że podczas tego włamania wyniesiono łącznie z piwnic Galantowicza około 35 kilogramów mięsa i kiełbas. Byłby to więc jeden z największych „skoków” na skład mięsny lat 20. XX wieku w Wielkopolsce. Ujęto dwóch mężczyzn w wieku około 30 lat. Policjanci przyznawali jednak, że prawdopodobnie musieli mieć wspólników. Ponieważ zatrzymani wzięli całą winę na siebie, zaprzestano poszukiwań ich wspólników. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób sprawcy chcieli rozprowadzić pokaźną ilość mięsa.

Piekarnia parowa

W historię ulicy wpisana jest działalność pierwszej w Gnieźnie piekarni parowej Jana Maciejewskiego. W przypadku tego zakładu istnieją pewne nieścisłości datowania, w wielu źródłach mówi się o roku 1931 jako czasie jego powstania. Jednak w pamiątkach rodziny piekarza Maciejewskiego zachował się papier firmowy, na którym widnieje rok założenia 1906. Początkowo piekarnia była bliżej Targowiska. Dopiero później w rodzinnej kamienicy przy Wawrzyńca 23. W czasach dwudziestolecia międzywojennego dysponowała ona telefonem o numerze 295. Ciężkim czasem był okres PRL, kiedy ostatecznie upaństwowiono piekarnię, wcześniej wprowadzając liczne obostrzenia.

- W sierpniu 1950 roku wprowadzono na czas określony do września 1950 roku, przydziałowy kontyngent mąki na okres 10 dni. Piekarnie otrzymywały po 400 kg mąki żytniej 82%, 60 kg mąki żytniej 60%, 100 kg mąki pszennej 72% i 120 kg mąki pośledniej 97%. Odgórnie uregulowano wielkość przydziału węgla; na 100 kg przydzielonej mąki przyznawano 30 kg węgla. Nie pomagały argumenty piekarzy, że jest to ilość wystarczająca przy ciągłym wypieku, ale przy przerywanym z powodu ograniczeń przydziału mąki nie wystarcza. Do rozgrzewania pieca według członków cechu potrzebne było 75 kg węgla dziennie oraz kolejne 30 kg na 100 kilogramów mąki. Na posiedzeniu zarządu we wrześniu 1950 roku zobowiązano się przedstawić te wyliczenia Wydziałowi Przemysłu i Handlu. Podczas posiedzenia zarządu w październiku 1950 roku omawiano sprawę oferowanego przez Izbę Rzemieślniczą w Poznaniu przydziału margaryny i ceres (utwardzony olej roślinny). To w maju 1951 roku odgórnie określono termin zakupu mąki przez zakłady rzemieślnicze, ograniczając go do pierwszego dnia w tygodniu, równocześnie przypominając o konieczności terminowego składania raportów dekadowych z produkcji. Sprawę przydziału białej mąki zarząd miał przedstawić gnieźnieńskiemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. W lipcu tegoż roku ponownie omawiał sprawę odgórnie ustalonych wielkości przydziału drewna węgla i mąki, a w sierpniu zwrócił się do władz miejskich z prośbą o zlikwidowanie przydziałów mąki i wolną jej sprzedaż oraz skrócenie obowiązków terminów utrzymywania zapasów mąki. Ponieważ rozmowy nie przyniosły skutku, wysłano do wojewódzkiej rady narodowej w Poznaniu zażalenie na gnieźnieńskiej władze, które bez powodu uzależniały prawo do zakupu białej mąki żytniej od nabycia gorszej mąki 80%

- pisał Marek Szczepaniak w "Dziejach gnieźnieńskiego rzemiosła cechowego" (praca doktorska UAM).

Piekarnia działała jeszcze latach 90. XX wieku. Miejsce się nie zmieniło, jedynie w czasach PRL-u ulicę przemianowano na: Krasickiego. Poza okresem upaństwowienia, czyli najprościej mówiąc zawłaszczenia przez władze państwowe, zakład i skład pozostawały głównie w rękach rodziny. Kiedy ostatni z Maciejewskich likwidował piekarnię, była ona najstarszą działającą w Gnieźnie.

Od średniowiecza

Nazwy ulicy ulegały zmianie. Te, które jeszcze funkcjonują w pamięci społecznej, to międzywojenna Wawrzyniecka i PRL-owska Janka Krasickiego. W czasach zaboru pruskiego do 1919 roku była to Lorenzstrasse.

Obecnie przy ulicy dominuje zabudowa z przełomu XIX i XX wieku. Początki, których trudno dziś szukać, wiążą się rzecz jasna z osadą na pograniczu wzgórza Głowa Jelenia, wznoszącego się nad jeziorem Jeleń (dziś nazywanym przez kartografów Jelonek, a przez gnieźnian Wenecja lub Weneja), przedmieściem Pyzdrskim i późniejszą jurydyką Cierpięgi. Od średniowiecza punktem centralnym był tu kościół targowy, czyli pw. św. Wawrzyńca. Przebudowano go po pożarze w czasie napaści krzyżackiej w 1331 roku.

- Kościół parafialny pod wezwaniem św. Wawrzyńca w Gnieźnie jest bardzo dawną fundacją. Prawdopodobnie ufundowali go dworzanie Bolesława Chrobrego. Pierwszy dokument historyczny, wydany przez Bolesława Pobożnego, pochodzi z roku 1255. Zawiera on zapis uczyniony przez tego króla na korzyść kościoła. Kościół doszczętnie spalili Krzyżacy podczas strasznego napadu na Wielkopolskę w roku 1331, kiedy to sprowadzeni przez zdrajcę Wincentego z Szamotuł pod wodzą Dietricha von Altenburg ogniem i mieczem pustoszyli miasta i wsie, aż mściwa ręka króla Władysława Łokietka dosięgła ich pod Płowcami. Kościół św. Wawrzyńca był wówczas drewniany. W miejsce dawnego kościoła z drzewa – w wieku XVI – powstał kościół murowany jednonawowy. Z tego czasu pochodzi wieża czworoboczna nakryta gotyckim dachem w kształcie piramidy. Późniejsze dodatki jakie poczyniono bardzo zmieniły oblicze kościoła murowanego. W aktach wizytacyjnych czytamy (r. 1811), iż «kościół jest murowany, lecz we wszystkich częściach dużo spustoszony tak, że Konsystorz, obawiając się upadnięcia belek i całego dachu, kazał go zapieczętować». Poważnej restauracji kościoła dokonano po wojnach napoleońskich w roku 1817

- czytamy na stronie internetowej parafii zwanej popularnie Wawrzyńcem (https://www.wawrzyniec-dalki.pl).

W roku 1896 kościół pw. św. Wawrzyńca został rozbudowany i powiększony o dwie boczne nawy. Również wtedy wzniesiono południową okrągłą wieżę, a od strony północnej wybudowano kruchtę. Chór muzyczny powiększono i ozdobiono balustradą. Proboszczem był wówczas ks. Ferdynand Stefański. Dnia 1 stycznia 1917 roku proboszczem został ks. Mieczysław Bielawski. W tymże samym roku kościół został konsekrowany. Aktu dokonał biskup Wilhelm Kloske.

Warto wspomnieć, że biskup Kloske, wybitny patriota, darzył sporą atencją zarówno sam kościół, jak i całą dzielnicę. Nie tylko poprowadził kondukt pogrzebowy powstańców spod Rynarzewa, ale też wspierał Ślązaków w walce o polskość.

Człowiek Mucha

Jedną z piękniejszych kamienic przy ulicy Wawrzyńca jest ta na winklu Wawrzyńca i Bednarskiego Rynku. Według numeracji to Bednarski Rynek 1. Niezwykle ciekawa architektonicznie budowla, z niezwykle ozdobną fasadą w stylu eklektyzmu przełomu wieków, była świadkiem pewnego wyczynu. Przypomniał o nim ostatnio Rafał Wichniewicz, a Muzealny Detektyw nie omieszkał wspomnieć o tym podczas spaceru.

- W sobotę wieczorem ulica Wawrzyńca była widownią karkołomnych popisów polskiego akrobaty Szczęsnego Nazarewicza, znanego powszechnie pod mianem «człowiek mucha». W myśl zapowiedzi, akrobata ten miał bez jakichkolwiek przyrządów wspiąć się po stromej ścianie czteropiętrowego domu przy ulicy Wawrzyńca 30 (dziś numeracja Bednarski Rynek 1 - przypis redakcji), by następnie na spuszczanej z dachu drabinie i trapezie wykonać szereg efektownych ewolucji. Zapowiedź tych niewidzianych u nas dotąd popisów wywołała w mieście ogromne zainteresowanie, toteż już od godzin wieczornych poczęły się gromadzić na ulicy Świętego Wawrzyńca i Targowisku liczne publiczności, które w miarę zbliżania się oznaczonej godziny coraz więcej wzrastały. Około 7.00 zaległy ulicę i plac tysiączne rzesze publiczności oczekującej ze zrozumiałą niecierpliwością chwili rozpoczęcia emocjonujących popisów. Chwile oczekiwania urozmaicił koncert orkiestry Majkowskich oraz przemowa «człowieka muchy», który oznajomił obecnych z genezą swojej sztuki akrobatycznej, które to zdolności odkrył w sobie podczas pracy w tuczarni ryżu w Krakowie w 1928 roku. Po długich wreszcie oczekiwaniach Człowiek Mucha ukazał się na ulicy odziany w czarne trykoty z trupią głową na piersiach i po zwieszonej z dachu lince wspiął się szybko na gzymsy pierwszego piętra, a stąd po wystających z muru kwadratach, trzymając się jednak zawsze linki na wysokość drugiego piętra. Pozostał teraz jeszcze do zwalczenia najtrudniejszy odcinek karkołomnej drogi a mianowicie wejście na trzecie piętro. Z zapartym tchem publiczność zaczęła obserwować wysiłki akrobaty. Lecz ku niemałemu zdziwieniu widowni, «człowiek mucha» w pewnej chwili przerwał swoją wędrówkę po ścianie, tłumacząc się zmęczeniem spowodowanym 5 karkołomnymi występami w ciągu tygodnia, a zwłaszcza piątkowym występem w Inowrocławiu. Następnie udał się «człowiek mucha» zwykłą drogą po schodach, na drabinie zwisającej z okna czwartego piętra i przy blasku reflektorów począł się popisywać również ewolucjami, jakich niemało się widzi w każdym cyrku. Co prawda, nie chroniła go w razie upadku żadna siatka, ale za to na rękach miał pasy ochronne, także jakichkolwiek wypadek był prawie wykluczony

- czytamy w Gazecie Gnieźnieńskiej „Lech” z 1931 roku.

Wprawdzie w sporej części „człowiek mucha” zawiódł publiczność, wrażeń dodał jej jednak gnieźnianin Aleksander Hennig. Ten znany mieszkańcom z lubości do popisów młodzian wspiął się po linie na pierwsze piętro, a potem paradował, jak opisuje „Lech”, po gzymsie z lekkością, bez zabezpieczenia. Z racji jednak na nadprogramowość show Henniga zatrzymała policja. On jednak wzbudził aplauz publiczności.

Doktor Judym - Trepiński

W obecnej kamienicy obok PZU w 1991 roku zamontowano pierwszy w Gnieźnie domofon. Uwagę przykuwa kolejny narożnik ulic Wawrzyńca i Czystej. Budynek, nazywany przez gnieźnian Olimpem, to niezwykle okazała kamienica, z ciekawym podziałem architektonicznym. Jest tu też niezwykłe malowidło na suficie, zaraz przy wejściu na klatkę schodową. Mieszkał tu kiedyś znany gnieźnieński adwokat Buchwald. Tutaj też przez lata mieściła się tajna biblioteka towarzystwa Tomasza Zana. Jednak najznakomitszą postacią wśród byłych mieszkańców Olimpu wydaje się być Ignacy Trepiński.

Urodzony pod Gnieznem, młodość spędzał już w Gnieźnie, tu ukończył Gimnazjum, będąc prezesem towarzystwa Tomasza Zana. Doktorat z medycyny obronił w 1901 roku. Niezwykła to i niestety zapomniana postać.

Ignacy Trepiński – czytamy w biogramie IPN przygotowanym przez znawcę tematu profesora Janusza Karwata – „studiował medycynę w Lipsku i Berlinie, doktorat w 1901 r. Aktywny członek „Zet” i Związku Towarzystw Młodzieży w Niemczech. W procesie akademików 9 XI 1901 r. w Poznaniu skazany na 2 miesiące więzienia, które odsiedział we Wronkach. Jako lekarz praktykował w Mogilnie, potem w Gnieźnie, gdzie w VII 1907 r. założył ponownie gniazdo Tow. imn. „Sokół”. Był też prezesem „S” okręgu gn. (1907-1914). W jego mieszkaniu mieściła się przez kilkanaście lat biblioteka gn. TTZ. Współzałożyciel czytelni rozprowadzającej książki dla dzieci. Inicjator założenia drużyny skautowej. Przed 1914 r. przyjęty do Ligi Narodowej. W 1916 r. za zorganizowanie obchodów 50. rocznicy powstania styczniowego miał drugi proces. Rok później powołany do armii niemieckiej. W XI 1918 r. członek Wydz. Wykonawczego Rady Ludowej. Po wybuchu powstania w Gnieźnie został lekarzem oddziałów ochotniczych (kpt.). Jako delegat G. i NRL uczestniczył w rokowaniach pol.-niem. w Bydgoszczy 4 I 1919 r. Rozkazem DG nr 69 z 14 III 1919 r. zweryfikowany w stopniu mjr. ze starszeństwem od 1 I t.r. Był chirurgiem w szpitalu wojskowym w Gn. Po zakończeniu powstania został radcą miejskim w Gn. oraz decernentem szpitala z ramienia rady miejskiej. Był też czł. Zarządu Drukarni «Lecha», wiceprezesem Zw. Oficerów Rezerwy RP w Gn. Pełnił też funkcję prezesa Stronnictwa Narodowego na powiat gnieźnieński. Organizował kampanie wyborcze do sejmu i rady miejskiej. W 1926 r. był czł. zarządu powiatowego Organizacji Obrony Państwa wymierzonej przeciwko zamachowi J. Piłsudskiego. Zmarł 6 VIII 1931 r. i pochowany został na cm. św. Piotra w Gnieźnie. Nie założył rodziny”. To, rzecz jasna, oficjalna edycja życiorysu. Gnieźnianie, ci najstarsi, do dziś wspominają elegancję i dobroć „pana Doktora”.

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gniezno.naszemiasto.pl Nasze Miasto