Szlak wolnomularski. Gdzie w Gnieźnie urzędowała masoneria?

Mikołaj Stopczyński
Mikołaj Stopczyński
Ci, którzy pragną lepiej poznać historię naszego miasta, powinni wybrać się na spacer przez funkcjonujące w Gnieźnie szlaki historyczne. Tym razem przypomnimy szlak wolnomularski, który zdradza, jak wiele śladów pozostało w przestrzeni miejskiej po tajemniczym stowarzyszeniu.

Wolnomularstwo, nazywane też masonerią, obrosło szeregiem legend i teorii spiskowych. Można je określić jako powstały w XVIII wieku tajny ruch społeczny, o strukturze hierarchicznej i wielu stopniach wtajemniczenia. Wolnomularze za swój główny cel uważali stworzenie świata bez wojen i przemocy. Ponadto stawiali na doskonalenie duchowe człowieka i społeczeństw oraz doprowadzenie do braterstwa wszystkich narodów i religii poprzez stworzenie religii powszechnej. Miała być bez dogmatów, z bogiem jako budowniczym wszechświata.

Wolnomularze mieli swoje loże w wielu europejskich krajach. O ich obecności w Gnieźnie przypomina szlak wolnomularski, który ma swój formalny początek na ul. Kościuszki, gdzie w jednej z kamienic znajdowała się loża „Jan w zgodzie”. Stamtąd powinniśmy udać się na skrzyżowanie z ul. Warszawską. Przy samym przecięciu się ulic znajduje się okazała ceglana kamienica, zakończona ozdobnymi wieżyczkami. Budynek pełen jest masońskiej symboliki. Znajdziemy na nim najważniejsze emblematy: cyrkiel (oznaczający mądrość, rozum i wiedzę), węgielnicę (symbol równowagi i szczerości) oraz łopatę. Na kamienicy odnajdziemy także czarno-białą szachownicę, nawiązującą do posadzki świątyni Salomona.

Kolejnym obiektem na naszej drodze będzie ul. Łubieńskiego, a konkretnie Miejski Ośrodek Kultury. Budynek dzisiejszego MOK-u powstał w 1804 roku i pierwotnie służył masonerii jako siedziba loży „U sześcianu zwieńczonego” („Cubus zum bekranzten”). Należeli do niej między innymi znany ówcześnie lekarz W. Kruger oraz jeden z dziewiętnastowiecznych prezydentów miasta, F. Machiatus. Loża, podobnie jak wszystkie inne w całej Polsce, została zlikwidowana w 1938 roku. Jeśli skręcimy w ul. Chrobrego i udamy się w stronę katedry, przed wejściem na Rynek dostrzeżemy różową kamienicę, która wnosi się ponad pozostałe. Jej bogate zdobienia nie są przypadkowe, gdyż ona także była siedzibą wolnomularską.

Po odwiedzeniu kamienicy należy udać się na ul. Dąbrówki. Po chwili dostrzeżemy budynek z charakterystyczną rzeźbą dzikiego kota. „Apteka pod lwem” od 1888 roku należała do Emila Griebena i jego syna, który był jednym z czołowych członków loży „U sześcianu zwieńczonego”. Z kolei po bliższym zapoznaniu się z historią apteki ostatnim przystankiem będzie kamienica na ul. Kilińskiego. Podobnie jak na budynku przy ul. Warszawskiej odnajdziemy tam bogatą symbolikę masońską. To jedno z wielu miejsc w Pierwszej Stolicy, które prezentują nam swoją historię, choć często jako zabiegani mieszkańcy niekoniecznie zwracamy na to uwagę.

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie